16 sty 2020

Jeszcze jedno marzenie - Magdalena Zeist




Igor i Gaja są dla siebie wszystkim, ale życie postanawia ich nie oszczędzać. Igor choruje na serce i jedynym ratunkiem okazuje się być przeszczep. Zaczyna się oczekiwanie na dawcę, a w między czasie stan Igora się pogarsza. Czy zdążą spełnić swoje marzenia? Czy Igor zostanie uratowany?


***


Chyba pierwszy raz zarys fabuły zajął mi kilka zdań i to na siłę. Nie ukrywam, że musiałam spojrzeć na opis z empiku, by jakoś zacząć. Sam pomysł na książkę był w porządku, ale to, co dostaliśmy, to totalna katastrofa. Nie mam zielonego pojęcia, skąd ta książka ma tyle gwiazdek i wysokie oceny, które są bardzo niemiarodajne. Jestem załamana, bo to tylko pokazuje, jak co raz częściej opinie blogerów czy recenzentów nie są po prostu szczere, bo wydawnictwo prosi, by nie dodawać negatywnych recenzji czy niskich ocen. Uwierzcie mi, takich przypadków jest wiele.

Ale wracając do historii. Pierwszy raz nie wiem, jak mam scharakteryzować bohaterów, co o nich napisać, bo tak naprawdę niewiele wiemy. Igor i Gaja pracują razem, on jest architektem a ona dekoratorką wnętrz. Firmę prowadzą razem ze znajomym Julio. Igor kiedyś był szczupły, podejrzewam, że teraz też, zaś Gaja – nie wiem, jak wygląda. Nie pamiętam, albo mi to umknęło, albo faktycznie nie jest to poruszone. I w sumie to tyle, ile o nich wiemy.


Ah, no i jeszcze, Gaja uwielbia pić herbatę, o której namiętnie na początku czytamy, jak to się nią zachwyca. A potem przerzucamy się na to, jakie to śniadania i kawę zawsze przygotowuje jej przyjaciółka. Powtarza się to co chwilę, aż się ulewa, naprawdę.


Furorę robi tutaj postać dziadka Lucka, który dla mnie z kolei jest niewypałem. Niby autorka chciała stworzyć takiego luźnego dziadka, takiego młodzieniaszka, a w rzeczywistości wyszło coś dziwnego i sztucznego. Nie kupiłam tego, naprawdę.


Kolejny duży minus, naprawdę bardzo duży minus to wypowiedzi bohaterów i dialogi. Wypowiedź bohatera jest na pół strony, a czasami nawet więcej. Ciągiem. Serio? Kto w rzeczywistości tak mówi? To takie nienaturalne. I takich wypowiedzi jest naprawdę dużo, za dużo. Dialogi również są nienaturalne, sztuczne. Bardzo ciężko się czyta. W pewnym momencie to czytałam je po prostu piąte przez dziesiąte.


Mam wrażenie, że nikt nie zrobił redakcji przy tej książce. Jest mnóstwo błędów – zamiast forma żeńska, pojawia się męska. Najpierw mamy nazwisko panieńskie Reinmann, a za chwilę Reimann. To które w końcu?
Oprócz tego – długość rozdziałów. Takiego ewenementu to ja się kompletnie nie spodziewałam. Piąty rozdział ma ponad 150 stron…. Ręce mi opadły i w pierwszej chwili sądziłam, że się pomyliłam, może nie zauważyłam, kiedy zaczyna się szósty….Niestety. Piąty rozdział naprawdę ma tyle stron, kiedy pozostałe mają dużo, dużo mniej.

Przy końcu fabuła nagle tak pędzi, mamy kulminacyjny moment, który zostaje potraktowany po macoszemu. Poświęcono mu za mało uwagi. A jakby tego było mało, mamy dwa zakończenia… Autorka chyba sądziła, że będzie to fajny pomysł, coś innego, a tym czasem okazało się być beznadziejne i niesmaczne. Bardzo mnie to zdemotywowało.


Chyba po raz pierwszy w historii bloga napisałam aż tak negatywną recenzję. Do tej pory żadna książka, którą czytałam, nie była tak beznadziejna jak Jedno marzenie. Sam zamysł był naprawdę dobry, ale to tylko tyle. No jeszcze okładka jest ładna, przykuwa wzrok, ale to jedyne plusy. Reszta to totalna porażka. Tak, jakby się napisało książkę i wydało bez jakichkolwiek poprawek, porad i Bóg wie czego jeszcze.


Niestety, Jeszcze jedno marzenie okazało się być lekturą pełną rozczarowań i niewartą poświęcenia na nią czasu. Nie polecam.

Tytuł: Jeszcze jedno marzenie
Autorka: Magdalena Zeist
Ilość stron: 280





P.S. Nie zjedzcie mnie tylko za tę recenzję ;)


35 komentarzy:

  1. Dobrze wiedzieć, że to taka porażka bo faktycznie okładka i w sumie fabuła kusi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że to tak wpadka czytelnicza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde, po pierwszych słowach pomyślałam 'to chyba coś dla mnie'. Później doczytałam resztę i wiem jak mylne bywa pierwsze wrażenie. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro nie polecasz, to przynajmniej na ten moment nie będę jej czytać. 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. W jakimś sensie główny wątek tej książki mnie dotyczy, więc będę chciała dać jej szansę 😉

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że się rozczarowałaś. Na Instagramie widziałam sporo pozytywnych opinii o tej książce, a tu się okazuje, że jednak ma trochę wad. Jednak mimo wszystko dałabym jej szansę, żeby sprawdzić jak ja ją odbiorę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same wady jak dla mnie :D Ale masz rację, warto samemu się przekonać :)

      Usuń
  7. Przy premierze tej książki, prawie wszyscy a Instagramie o niej pisali. Ja, prawdopodobnie przez fakt,że napisała ją blogerka nie miałam ochoty. I widać, że nic nie tracę.

    Pozdrawiam!
    recenzje-zwyklej-czytelniczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba zacznę omijać szerokim łukiem książki wydawane przez blogerki...Coraz częściej wydają a jakość mówi sama za siebie...

      Usuń
  8. Z całą pewnością nie sięgnę po tę książkę. Nie chce się rozczarować tak jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki za szczerą recenzję, będę omijać z daleka i jeszcze dalej;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Skoro traktowałaś dialogi tak, jak zazwyczaj ludzie traktują przydługie opisy to musiało być coś bardzo nie tak. Dobrze wiedzieć, bo po opisie zastanawiałam się, czy nie spróbować. Dziękuję, że oszczędziłaś mój czas 😉
    Pozdrawiam
    subjektiv-buch.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam ją w planach, głównie dlatego, że od danwa obserwuję autorkę w mediach społecznościowych ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Takie recenzje są nawet ważniejsze od tych pochwalnych, bo ostrzegają! Ratują czas! Dzięki

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda, że się rozczarowałaś :( Ale spełniłaś dobry uczynek, bo chciałam ją przeczytać a teraz mam czas na coś lepszego :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ugh, nie lubię jak autorzy próbują odmłodzić np. dziadków czy rodziców w książkach, bo to na 99% będzie sztuczne... Chociaż ostatnio, jak chciałam ustąpić miejsca starszej pani w autobusie, to powiedziała, że ona zaraz wysiada i luz... Na mojej twarzy na pewno malował się szok :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Faktycznie, mało ciekawie to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  16. OOOO, a myślałam, że to fajna książka, dobrze, że nie czytałam i nie zmarnowałam czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj szkoda że taka słaba, też na pewno się nie skuszę na czytanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Szkoda, że książka Cię tak rozczarowała. :(

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy komentarz! Staram się odwiedzać Wasze blogi na tyle, na ile pozwala mi czas. Jeśli macie pomysł na jakiś post inny niż recenzje książek - jestem otwarta na sugestie. Mogą to być posty związane z nauką języków obcych, tłumaczeniem seriali, czy innego typu.
Jeśli masz pytania to zapraszam do kontaktu: misako.amaya@wp.pl

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia