Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo inanna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo inanna. Pokaż wszystkie posty

24 maj 2022

Tysiąc powodów, by zostać - Ewelina Nawara



Życie w trasie koncertowej, od miasta do miasta. Sława, pieniądze i uwielbienie milionów kobiet. Noce spędzane na imprezach, gdzie alkohol miesza się z przygodnym seksem w upajających proporcjach. Pustka, z której istnienia nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Zmęczenie pogonią za celami wyznaczanymi przez innych – wytwórnię, członków zespołu…

Spokojne życie w małym miasteczku. Wewnętrzna równowaga, spełnienie i pasja, która pozwala się utrzymać. Dni i noce leniwie upływające w Willow Creek, oazie spokoju w zabieganym świecie. Proste pragnie domku z ogródkiem i białym płotkiem dookoła. Dzieci, na które mogłaby przelać całe swoje uczucie…

Nie sądzili, że się odnajdą, ale otrzymali od losu tak niezwykłą szansę.

Ona da mu tysiąc powodów, by zostać. Ale czy sama będzie o nich pamiętać, gdy przeszłość brutalnie o sobie przypomni? Życie to nie proste równanie „za” i „przeciw”.  Wynik może Cię zaskoczyć!​

***

Poprzednie książki Eweliny nie przypadły mi do gustu, ale okładka jej najnowszej po prostu skradła moje serce. W dodatku sam opis bardzo mnie zaciekawił i postanowiłam dać szansę, zwłaszcza że minęło już sporo czasu. I wiecie co? Cieszę się, że to zrobiłam, bo przy lekturze przepadłam 😊

Miles jest zmęczony życiem, jakie prowadzi jako gwiazda popularnego zespołu. Koncerty, fanki, imprezy pełne alkoholu i narkotyków. Nieoczekiwanie musi wrócić do rodzinnego miasteczka, bowiem starszy brat go potrzebuje.

Willow Creek to oaza spokoju. Małe, rodzinne miasteczko, w którym wszyscy o wszystkim wiedzą i wszędzie jest blisko. Odnalazła się w nim Olivia, która chciałaby tu założyć własną rodzinę.

Dwa przeciwieństwa, wspólni przyjaciele, ta sama tragedia. Czy dadzą sobie szansę?

Historię tej dwójki pochłania się na raz. Czyta się szybko i ciężko jest oderwać się od lektury. Dużą zasługą są tutaj bohaterowie, których po prostu nie da się nie lubić. Są żywi, prości i naturalni, nieprzerysowani. Człowiek chciałby się z nimi zaprzyjaźnić.

Nie powiem, śmiałam się i przeżywałam wszystko razem z bohaterami. Płakałam nawet razem z nimi, bo w tle mamy pewne smutne wydarzenia, które łamią serca czytelnikom. W sumie to z ich powodu też Miles wraca do rodzinnego miasteczka. I choć to główny powód, to mamy tutaj też miejsce na radość i śmiech.

Jeśli chodzi o język i styl to tutaj jestem zadowolona. Mam wrażenie, że Autorka nie buduje już takich długich zdań jak kiedyś :D Rozdziały również są krótkie, a ja takowe właśnie preferuję.

Jedynie do czego się przyczepię, to w moim odczuciu relacja Miles’a i Olivii rozwinęła się zbyt szybko. Tak samo za szybko jak dla mnie padły pewne słowa. No ale myślę, że to kwestia gustu. Nie zmienia to faktu, że naprawdę bardzo mi się podobało i czekam na kolejne części.

Taka piąteczka z minusem jak najbardziej :D


Tytuł: Tysiąc powodów by zostać
Seria: Willow Creek
Autorka: Ewelina Nawara
Wydawnictwo Inanna

 

Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Inanna.



Czytaj dalej »

18 paź 2020

Marzenia mają twoje imię - Karolina Klimkiewicz

Życie Cedricka jednego dnia legło w gruzach. Miał wszystko zaplanowane, wydawało mu się, że jest szczęśliwy i tak zostanie. Nie miał pojęcia, jak bardzo się mylił.

Letty przyjęła to, co przygotował dla niej los. I choć żyła marzeniami, to nie miała nadziei, by się spełniły.

Ta dwójka spotyka się w najgorszym i najlepszym dniu. Wydawałoby się, że to przeznaczenie ich połączyło, ale nie wszyscy w to wierzą. Czy będą potrafili cieszyć się teraźniejszością? Tym, co tu i teraz?

***

Wcześniej czytałam już jedną książkę Autorki i choć nie wywarła na mnie ona super wrażenia, to postanowiłam dać szansę przy kolejnej. Zwłaszcza, że okładka i opis naprawdę zachęcały do lektury. Czy czuję się usatysfakcjonowana? Czy mi się podobało? Zapraszam do lektury!

Cedrick wydaje się być szczęśliwym facetem. Ma dobrą pracę, ma narzeczoną, jest szczęśliwy. W ich życiu łóżkowym również się układa. Przynajmniej tak uważa, choć dostrzega, że coś się dzieje z tą jego narzeczoną. I się nie myli, bo wkrótce dowiaduje się, że ślubu nie będzie, ona go nie kocha, ma kogoś i w ogóle jest z tym kimś w ciąży. Mężczyzna jest wściekły, najchętniej kogoś by rozwalił i w takim stanie spotyka Letty.

Letty wydaje się być dobrą dziewczyną. I choć w pierwszej chwili Cedrick na niej się wyładowuje, ta się nie zniechęca. Zwłaszcza, że za jakiś czas znów spotyka tajemniczego mężczyznę z windy. Ona uważa to za przeznaczenie, a on z tego się śmieje. Nie wierzy w takie rzeczy. Tyle że na jednym spotkaniu się nie kończy. Wpadają na siebie znów i postanawiają zagrać w grę - mieć układ. Robią co chcą, mówią co myślą, skupiają się na sobie - liczy się teraźniejszość, tu i teraz.

Powiem szczerze, że miałam problem z tymi bohaterami. Do żadnego z nich nie zapałałam sympatią. Cedrick potrafi być głupkiem, trochę zadufanym w sobie. Od Letty wymagałby wiele, a sam nie daje nic. 
Letty z kolei wydaje się być wariatką - ale spokojnie, całe szczęście to nieprawda (tak nie do końca może bym powiedziała). Przez jej zachowanie przez większość lektury zastanawiałam się, czy ona w ogóle istnieje naprawdę, czy to może jakiś wątek paranormalny i zjawa, która pojawia mu się przed oczami. Dość długo człowiek nie rozumie zachowania głównej bohaterki. Popada z jednej skrajności w drugą. Jest bardzo tajemnicza, ale zmusza mężczyznę to zastanowienia się nad swoim życiem i sobą.

Niektóre wydarzenia były dla mnie tutaj na siłę i nienaturalne, jakoś nie pasujące do bohaterów. Od początku też jakoś ciężko było mi się wczuć w tę historię i poczuć to coś. Nie czytałam jej z zapartym tchem. Chwilami się nudziłam i przewracałam oczami. Brakowało mi tutaj realności, prawdziwego odczucia. Uczucia między bohaterami również do mnie nie przemówiły.

W pewnym momencie, dość późno zaczęłam uważać, że tutaj jednak chodzi o coś innego (mam na myśli Letty). Zaczęłam coś podejrzewać i te podejrzenia potwierdziły się na koniec - tutaj muszę za to przyznać Autorce plus, bo sprytnie i dobrze ukryła całą prawdę. Serio, ja przez długi czas sądziłam, że możemy mieć tutaj wątek paranormalny ^^'. A kiedy poznałam tę tajemnicę, to zaczęłam się zastanawiać nad zachowaniem Letty. Doszłam do wniosku, że ją to przytłoczyło psychicznie. Nie dała sobie też pomóc. Trwała przy swoim.

Wiem, że może Wam się wydawać to wszystko niespójne to, co napisałam, ale nie chciałam za bardzo zagłębiać się w fabułę, bo ta jednak potrafi na koniec zaskoczyć. Jeśli chodzi o styl i język to jest on w porządku, choć czasami niektóre dialogi wydają się być nienaturalne. Całościowo zabrakło mi tego czegoś.

Jedno jest pewne - ta historia pokazuje, że często zapominamy o dziś. Skupiamy się na przyszłości, a zapominamy o teraźniejszości. Warto się zatrzymać na chwilę i to zmienić. Bo nigdy nie wiadomo, jaki los nas czeka jutro, czy pojutrze.

Nie skreślam Autorki, ponieważ ma potencjał i pomysły. Z miłą chęcią będę śledzić jej postępy :)

Tytuł: Marzenia mają twoje imię
Autorka: Karolina Klimkiewicz
Ilość stron: 300

Za możliwość recenzji dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Inanna.

Na trzecie urodziny bloga będzie zorganizowane rozdanie, w którym do wygrania będzie egzemplarz tej książki :)



Czytaj dalej »

14 wrz 2020

Marcin - Patrycja Żurek



„Marcin” to powieść, której bohaterowie zanurzeni są w beznadziejnej rzeczywistości jednego ze śląskich miast. Wychowani w „dzielnicy cudów” pragną wyrwać się z przytłaczającej codzienności. Nie jest to jednak proste, bo środowisko wsiąknęło w nich, krąży w żyłach, jest wypisane na twarzach.


„Marcin” to historia ludzi przegranych praktycznie na starcie. Ich sytuacja, chociaż wydaje się różna, jest taka sama. Każde idzie inną ścieżką, szuka własnej drogi, by uciec od beznadziejności życia. Czy odnajdą w nim sens? Czy poddadzą się i popłyną z nurtem wydarzeń, które w efekcie prowadzą tylko do tragedii?

Opis pochodzi z empik.com

***

Pozwoliłam sobie wkleić opis wydawcy, bo gdybym chciała po swojemu opisać, o czym jest ta książka (tak w skrócie), to by to nie było krótkie. A opis z okładki dobrze to przedstawia.

Marcin to przede wszystkim książka prawdziwa, ale i smutna. Skupia się na bólu i problemach. Nie znajdziemy tutaj szczęścia, czy czegoś pozytywnego. Autorka skupiła się na tej gorszej stronie życia.

Na początku przyczepię się do tytułu książki. Marcin to także jeden z bohaterów książki, ale jak dla mnie nie jest on głównym. I choć pozostałe postaci są w jakiś sposób z nim powiązane, to według mnie całość nijak ma się do siebie. W ogólnym rozrachunku nie do końca wiem, o czym jest ta książka - jasne, o trudnościach, problemach, itd., ale ja to wiem. Chodzi mi o coś więcej. Chyba ciężko oddać mi w słowach to, co mam na myśli.

Marcin został sam. Miał trudne dzieciństwo. Dorastał bez ojca, a matka była kobietą lekkich obyczajów. Musiała sobie jakoś radzić. Marcin, mimo iż był dzieckiem, to tak jakby wiedział, że musi być grzeczny, co mu wolno, a czego nie. Zadowalał się tym, co miał. Aż pewnego dnia matka zmarła i pozostał sam sobie. Klepał biedę. Brakowało mu jedzenia, ogrzewanie było prowizorycznie. Próbował przetrwać. Obserwował po kryjomu innych ludzi, a z czasem z jego głową i psychiką zaczęło się dziać coś złego. Głos w jego głowie podpowiadał mu, żeby w końcu się zemścił.

Marika marzy o wyrwaniu się z tego miasta i o lepszej przyszłości. Warunki mieszkania są kiepskie, a ona sama nie ma dobrej pracy. Dlatego postanawia zacząć zarabiać w inny sposób. Ładnie mówiąc, zaczyna być dziewczyną do towarzystwa. Mówiąc wprost - dziwką. I choć brzydzi się tego, to trafia na Wiktora, który wydaje się być odpowiednim klientem. Chce ją na wyłączność, ma chore i bolesne dla Mariki upodobania, ale płaci jest bardzo dobrze. Z resztą na pieniądzach ta zapłata się nie kończy. A ona sama zaczyna odczuwać ukojenie w zadawanym bólu.

Anna to przyjaciółka Mariki, przyszła matka. Jednak nie czuje miłości do dziecka, które rośnie w jej brzuchu. Uważa, że dziecko jej już coś zabrało, a zabierze wszystko. Jest przy kości, a całe życie matka i babka podkreślały, jak okropnie wygląda, że powinna się wziąć za siebie, bo żaden facet nie będzie ją chciał. Jak widać, jednak ktoś ją chciał, bowiem ma męża, który momentami niestety nie rozumie zachowania swojej żony.
Annie nie podoba się to, co wyprawia Marika i głośno jej o tym mówi. Ale zawsze miały siebie, więc kobiety przymykają oko na to, co je nawzajem w sobie drażni.
Kobieta nigdy też nie chciała wyjechać z miasta, bo czuła się do niego przywiązana, a konkretniej - do swojej przeszłości.

Los wszystkich bohaterów w pewien sposób się krzyżuje. Nie będę się w to fabularnie zagłębiać, żeby już więcej nie zdradzić. To "zderzenie" mnie zaskoczyło, tak samo jak finał tego wątku oraz książki. Nie powiem, Autorka zakończyła to tak, że mogłaby być kontynuacja, ale wydaje mi się to być zbyteczne. Obawiam się, że gdyby powstała kolejna część, to by nie wypadła dobrze. Po prostu mam takie przeczucie. Ciągniecie tego wątku nie miałoby dla mnie sensu.

Styl Autorki jest prosty, czyta się w miarę dobrze, choć czegoś mi w nim brakowało. Rozdziały nie są długie, tak samo jak książka. I tak jak już wspomniałam wcześniej, w ogólnym rozrachunku nie wiem, o czym jest ta książka, co tak naprawdę chciała przedstawić. Owszem, zwróciła uwagę na różnego rodzaju problemy - biedę, brak perspektyw na przyszłość, depresję (nawet i tę poporodową, bo według mnie Annie już dużo nie brakowało do niej), zdradę, pieniądze, itd. Przedstawiła tę gorszą, bardziej bolesną część świata. Pokazała, że są dzielnice, gdzie przoduje biedota i ból. 

Ale nie widzę po prostu w tym wszystkim spójności. To tak jakby Marcin był książką o różnych bohaterach. Ich historie w jednym miejscu. Nie jest to zła książka, ale spodziewałam się po niej czegoś innego i lepszego. Bardziej dopracowanego. Z pewnością jest to coś innego. Odmiana od tych pozycji, gdzie dominuje piękna miłość, bogactwo i spełnienie marzeń.

I pomimo tego mojego ogólnego odczucia, i tak zachęcam Was do lektury. Przekonajcie się sami, bo wiem, że inni byli zadowoleni z lektury. Może Wy znajdziecie to coś, którego ja nie dostrzegłam.

Tytuł: Marcin
Autorka: Patrycja Żurek
Ilość stron: 280



Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Inanna.



Czytaj dalej »

11 wrz 2020

Melodia serc - Ewelina Nawara, Justyna Leśniewicz

Jo po nieudanym związku przenosi się do swojej kuzynki w Nottingham, gdzie poznaje Liam'a - chłopaka z zespołu, który od pierwszej chwili zwraca na nią uwagę. Ona z resztą też. Jo nie spieszy się do kolejnego związku, a Liam może mieć każdą dziewczynę. Jednak los próbuje ich ze sobą połączyć. 

Jo i Liam spędzają ze sobą trochę czasu i szybko dochodzą do wniosku, że ich relacja pędzi w jednym kierunku. Czy przeszłość pozwoli im na szczęście?

***

Jedno trzeba przyznać - promocja tego tytułu była naprawdę głośna i udana. W sieci o niej huczało, a Autorki postarały się o to, aby je zapamiętano. A jak moim zdaniem wypadła ta historia?

Cóż, przykro mi to pisać, ale kiepsko. Rzuciłam książkę w kąt, bo po prostu się nudziłam i denerwowałam.

Jo wydaje się być prostą dziewczyną, którą zranił chłopak. Z resztą nie tylko on, bo okazuje się, że za tą sprawą stoi ktoś jeszcze. Postanawia wynieść się z akademika, zapomnieć o byłym chłopaku i ruszyć dalej z życiem - znaleźć pracę, przenieść się na studia w Nottingham i poskładać swoje serce. Tylko powiem szczerze, że jakoś słabo odczułam to, że została zraniona przez faceta. Ot, zrobił to. Słabo to zostało przedstawione.

Liam z kolei jest gitarzystą w początkującym zespole rockowym. Przystojniak, ma swoje fanki, kobiety na niego lecą. Lubi sprośne żarty, nie boi się filtrować z dziewczynami. Ukrywa swoją przeszłość, nie mówi o wszystkim Jo. Kiedy tylko pierwszy raz ją widzi, od razu wpada mu w oko i myślę, że można powiedzieć, że to taka przysłowiowa miłość od pierwszego wejrzenia. 

Tyle, że to dzieje się trochę za szybko i nienaturalnie. Jo zgadza się na różne spotkania, choć nie zna go za bardzo. I owszem, może jest to możliwe, jeśli jest się otwartym na znajomości, ale tutaj było to takie bezpłciowe i bez uczuciowe. Czułam się tak jakbym czytała opis tego, co się dzieje. Nie mogłam się w to wczuć i to ani trochę.

A co najgorsze - po stu stronach stwierdziłam, że się bardzo nudzę, bo nic takiego się nie dzieje. Główni bohaterowie się spotykają. Inni, drugoplanowi się pojawiają głównie po to, by czytelnik się dowiedział, że znów idą do pracy - tutaj przypomina mi się sytuacja, kiedy kuzynka Jo ma późniejszą zmianę i dzięki temu mogą razem zjeść śniadanie, a nagle stwierdza, że jednak musi już wychodzić, bo będą takie korki, że nie zdąży. A jeszcze śniadania nie zjadła. Trochę brak konsekwencji. 

A od strony technicznej to dawno tak się nie wkurzałam podczas czytania książki. Jedna z Autorek (wydaje mi się, że Justyna, ale nie jestem pewna, bo nie wiem, czy dobrze pamiętam, że to Ewelina pisała oczami Liam'a) pomyliła funkcję przecinka z kropką. Przez to są takie długie i bezsensowne zdania, że to naprawdę mocno irytuje i wkurza. Tak bardzo mnie to zniechęcało. Miałam ochotę przerwać, ale trwałam dalej w czytaniu. Z czasem było już tego mniej, ale wciąż istniało.
Drugim minusem było powtarzanie tego, co wcześniej powiedział inny bohater. Owszem, oczami drugiego bohatera można też o tym wspomnieć, ale wspomnieć, a nie zrobić kopiuj-wklej, co momentami miało miejsce. Krzywiłam się czytając znów to samo, zwłaszcza, że myśli drugiego bohatera nic nowego nie wnosiły. A że zaczęłam się w dodatku jeszcze nudzić, to po prostu rzuciłam książkę w kąt. Nie wiem, może kiedyś ją dokończę, ale póki co stwierdziłam, że nie będę marnować na nią czasu.

Jedynym plusem póki co jest okładka. I to tyle. No dobra, jeszcze promocja, o której wcześniej wspomniałam.

Wiem, że są fani tej historii, ale ja niestety do nich nie należę. I póki co nikomu nie polecam tej lektury. Jednak jeśli chcecie sami się przekonać, to nie będę Was powstrzymywać, bo warto samemu wyrobić sobie opinię.

Tytuł: Melodia serc
Autorki: Ewelina Nawara, Justyna Leśniewicz
Ilość stron: 300

Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Inanna.



Czytaj dalej »

5 wrz 2020

Echo - Aleksandra Rak


Sara przestała cieszyć się z życia, kiedy miłość ją opuściła. Przestała grać na skrzypcach, odsunęła się od przyjaciół, rzuciła studia. Oddała pierścionek zaręczynowy, nawet nie walcząc o uczucia. 
W końcu zaczyna w miarę funkcjonować, kiedy niespodziewane spotkanie sprawia, że zaczyna mieć nadzieję na lepsze jutro. Ma szansę odzyskać ukochanego.

Czy Sarze się to uda? Czy gra na skrzypcach z powrotem będzie przynosić jej radość?

***

Wcześniej nie znałam twórczości Autorki, więc było to moje pierwsze spotkanie z nią. Moją uwagę zwróciła piękna okładka (która kojarzy mi się bardzo z Titans i jedną bohaterką :D), a opis na okładce zaciekawił. Nie pozostało nic innego jak wziąć się za czytanie.

Sara nie pogodziła się ze stratą ukochanego. Rozstanie to odcisnęło na niej niesamowite piętno bólu. Przestała studiować, grać na skrzypcach, spotykać się ze znajomymi. Dopiero po jakimś czasie udało jej się jako tako zebrać do kupy i wrócić na prawidłowe tory. Chciała skończyć studia, znów zaczęła grać. Ale wszystko wraca do niej ze zdwojoną siłą, kiedy spotyka Tomka i Patryka. W dodatku ma wziąć udział w przesłuchaniu na skrzypaczkę do ich trio (z nimi jest jeszcze ich siostra, Julka). 
Problem polega na tym, że Sara kiedyś była zaręczona z Patrykiem. Wypadek sprawił, że wszystko się posypało, a ona oddała pierścionek. Nie walczyła o niego. I tego nie jestem w stanie trochę zrozumieć. Okej, wszyscy byli przeciwko niej i w ogóle, ale jeśli naprawdę się kogoś kocha, to ma się to gdzieś. Nawet jeśli życie zaczęło rzucać kłody pod nogi. A ona po prostu odpuściła. 
Momentami odbierałam tę dziewczynę jako kogoś, kto sam nie wie, co ma robić. Taka bidulka zagubiona w życiu, a jednocześnie tak bardzo bezpłciowa, bez charakteru. Jak skończyłam czytać książkę, to stwierdziłam, że jej postać jest byle jaka, niedopracowana.

Ogólnie odniosłam wrażenie, że postaci w tej książce zostali wymyśleni na szybko, przez co zostali niedopracowani. Żadne z nich nie jest jakieś charakterne. Tomek, brat Patryka, odgrywał tutaj dużą rolę, którą trochę umniejszono. Pojawiał się, jakoś ratował sytuację - tak samo jak jego dziewczyna. 

Patryk uległ wypadkowi, przez co jego życie się bardzo zmieniło - w pełni nie jest tego świadom, bowiem jego bliscy zataili przed nim pewien fakt. Chłopak czuje się sfrustrowany, bo chciałby wszystko wiedzieć, a to nie przychodzi mu z łatwością. I cóż, też wydaje się jakiś nijaki.

Jest jeszcze Julka, sprawczyni zamieszania, niezwykle irytująca i zadufana w sobie. Widziałam nawet w niej potencjał, że może chociaż ona będzie dopracowana jako postać, ale niestety, nie mamy okazji się przekonać, bo pojawia się zaledwie kilka razy. Szczerze, to się dziwię, że zgodziła się na wyjazd, skoro widziała do czego posunął się Tomek. 

Jeśli chodzi o wykonanie techniczne to wyszło dobrze. Rozdziały nie są długie, tak samo jak cała książka. Styl, jakim posługuje się Autorka jest prosty i łatwy w odbiorze przez co czyta się szybko. Jednak przez te mankamenty, o których już pisałam, nie czytałam jej z zapartym tchem, ani nie czułam jakiegoś pociągu, by szybko skończyć książkę. Zwłaszcza, że nie jest ona gruba.
No i jak już wspomniałam na początku, okładka przykuwa wzrok i jest dla mnie naprawdę bardzo ładna. Totalnie w moim guście. Przypomina mi bohaterkę z serialu Titans :D.

Pomysł na historię był i to nawet fajny. Gorzej wyszło z realizacją, ale nie jest tragicznie. Nie żałuję czasu spędzonego przy tej historii. To coś innego od tego, co się nam teraz serwuje do czytania. Poza tym uwielbiam motyw skrzypiec :)

Zachęcam jednak Was do przeczytania, bo warto samemu się przekonać. Pamiętajmy, że są gusta i guściki :) W przyszłości z chęcią sięgnę po coś nowego od tej Autorki. Zawsze daję drugą szansę :)

Tytuł: Echo
Autorka: Aleksandra Rak
Ilość stron: 210

Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Inanna.




Czytaj dalej »

14 mar 2020

Na lodzie - Małgorzata Falkowska



Lena jest łyżwiarką figurową. Dość ambitną i nie wyobraża sobie życia bez łyżew. Pracuje bardzo ciężko i wysiłek się opłaca, bo razem z partnerem (nie tylko tym na lodzie, bo i w życiu) ma zawalczyć o medal olimpijski.

Pech chciał, że dochodzi do wypadku, który uniemożliwia Lenie wzięcie udziału w Olimpiadzie. Dziewczyna niezbyt dobrze sobie radzi z tym faktem, zwłaszcza, że Jacek ma nową partnerkę i to z nią ma zawalczyć o medal, nie wspierając przy tym Lenę w rehabilitacji.
Ojciec postanawia ją zapisać na terapię do Krzyśka, który z własnego doświadczenia wie, przez co przechodzi dziewczyna.

Czy terapia przyniesie zamierzony skutek? A może znajomość z Leną okaże się być dla Krzyśka jego własnym lekarstwem?

***

Kiedy pojawiła się zapowiedź tego tytułu, a także okładka, zrobiło się trochę głośno, bowiem oprócz łyżwiarstwa figurowego miał pojawić się również hokej. Czytelnicy obawiali się, czy Autorka poradzi sobie z tym, bo hokej to wymagający sport. Cóż, mogę jedynie powiedzieć, że na pomyśle tylko się kończy, bowiem hokeju tam jest tyle, że w trakcie lektury czytelnik o nim po prostu zapomina. Czy to jest na plus, czy minus? Ciężko mi powiedzieć, ale muszę się przyznać, że chyba do połowy książki, to ja byłam pewna, że Krzysiek miał więcej wspólnego z piłką nożną niż z hokejem XD

Lena od dziecka marzyła o byciu łyżwiarką i to marzenie udaje jej się spełnić. Jest ambitna, nie ma żadnego planu awaryjnego na przyszłość, gdyby coś się stało. Przy tym jest bardzo narcystyczna, aż się ulewa. Uważa się za najlepszą, stawia siebie w superlatywach i zachowuje się momentami jak rozpuszczona dziewczynka, raniąc przy tym innych. Oj nie polubiłam się z nią. Bardzo mnie irytowała, bywała nawet momentami pusta. Coś było nie po jej myśli, to tylko czekać jak strzeli focha i tupnie nóżką.
Więc taki wypadek był dla niej katastrofą. Owszem, nie miała wsparcia ze strony Jacka, który był także jej partnerem życiowym. Ze strony ojca również go nie było i to jest przykre, naprawdę. Jednak nic nie usprawiedliwia jej zachowania.
Może i z czasem zachodzi w niej wewnętrzna przemiana, ale ona do mnie akurat nie przemówiła.

Krzysiek z kolei to były hokeista. Jeden wieczór sprawił, że został zmuszony do zakończenia kariery, a jego skutek odczuwa po dzień dzisiejszy. Hokej był dla niego wszystkim i dlatego też ciężko mu się pogodzić z jego brakiem. Cierpi na depresję, która znika i wraca jak bumerang. Wspiera go jedynie matka, ojciec udaje, że go nie ma i rzadko przebywa w domu. Z Krzyśkiem jest raz lepiej, raz gorzej. Prowadzi grupę wsparcia, choć czasami wątpi w jej słuszność, bo sam nie świeci przykładem.
Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jaka jest Lena. Widzi także jej ból spowodowany nieszczęśliwym wypadkiem na lodzie. Jest też dla niego trudna w relacji, ale potrafi go pozytywnie zaskoczyć.

Jeśli chodzi o techniczną część, to książka podzielona jest na bardzo krótkie rozdziały - czasem mnie to irytowało, bo miałam wrażenie, że historia biegnie za szybko. Narracja prowadzona jest z perspektywy Leny oraz Krzyśka. Dialogi są proste, styl Autorki jest łatwy w odbiorze. Przez to wszystko czyta się naprawdę szybko - może to i dobrze. Jednak przeszkadzały mi czasem wykrzykniki przy myślach bohaterów. Było to dla mnie takie nienaturalne i raziło mnie w oczy.

Poruszana jest tutaj depresja, ale przez chwilę pojawia się również problem samobójstwa. Jest o nim tylko wzmianka, ale dość ważna. Cała historia pokazuje, że wypadek, czy rezygnacja z marzeń, to nie koniec świata. Nie powinno się dusić w sobie uczuć, tylko głośno o nich mówić. Powinno się wyrzucić z siebie to, co nam leży na sercu, bo to naprawdę wiele daje.

Na lodzie to po prostu dobra książka. Nie jest jakaś wybitna. Sama chyba jednak spodziewałam się czegoś lepszego i ambitniejszego, ale koniec końców nie żałuję lektury.

Tytuł: Na lodzie
Autorka: Małgorzata Falkowska
Ilość stron: 280

Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Inanna.



Czytaj dalej »

19 gru 2019

Spełniacze - Małgorzata Falkowska


Zwyczajny projekt na studiach staje się dla Dominiki, Maćka i Juliana czymś więcej. Zaczęło się od listów dzieci, które pragnęły, by ich marzenia zaczęły się spełniać. Skończyło się na tym, że z pomocą profesora Kellera, swoją działalność rozpoczęła Fundacja Spełniacze, której głównym celem było właśnie spełnianie marzeń.

Dwanaście marzeń do spełnienia w ciągu dwunastu miesięcy. Jedne prostsze, drugie trudniejsze, chwytające za serca. A w tym wszystkim trójka przyjaciół, która uwielbia to robić. Jednak wkrótce i oni przekonają się, że życie bywa okrutne...

***

Z wielkim zaciekawieniem sięgałam po nową książkę Małgorzaty Falkowskiej. Zwłaszcza, że jej duet z Darią Skibą bardzo mnie rozczarował i pozostawił niesmak. Zawsze jednak daję drugą szansę, dlatego też zdecydowałam się na Spełniacze - zwłaszcza, że sam pomysł był czymś nowym w wydawniczym świecie.

Poznajemy trójkę młodych studentów - Dominikę, Maćka i Juliana. Zwyczajny projekt na studiach, który polegał na spełnianiu marzeń dzieci z różnych sfer, okazał się genialnym pomysłem na założenie fundacji - w ten sposób mogli zyskać większą pomoc. Z chęcią pomaga im profesor Keller, który w trudnych sytuacjach naprawdę ratuje im tyłki.
Wszyscy lubią to, co robią. Zwłaszcza Dominika, która ma naprawdę dobre serce - jak to kobieta bym powiedziała. Między nią a Maćkiem jest też uczucie. Zaś Julek to taki trochę lekkoduch, ale bardzo pozytywny.

Marzenia dzieciaków są naprawdę przeróżne - jedne wymagają jakiegoś nakładu finansowego, a inne wręcz przeciwnie. Wszystkie są prawdziwe. Nie są przesadzone, nie ma tutaj miejsca na jakieś udziwnienia. Autorka naprawdę świetnie przedstawiła nie tylko działania naszych bohaterów, ale także emocje tych wszystkich dzieci, które marzą o tym, by to właśnie ich list został przez studentów wybrany.

Przy każdym marzeniu byłam bardzo zainteresowana. Każde dziecko jest inne, ma różne potrzeby i jak na swój wiek, większość z nich jest naprawdę dojrzała.

Ale znajdziemy tutaj też coś więcej niż motyw spełniania marzeń. Jak już wcześniej wspomniałam, mamy tutaj wątek miłosny (między Maćkiem a Dominiką), dzieciństwo spędzone w domu dziecka. W dodatku jednego z bohaterów dotyka coś, na co nikt nie był przygotowany. Jest to zaskakujące i co najgorsze - pojawia się pod koniec książki a my zostajemy tylko z pytaniami. Już teraz nie mogę doczekać się drugiej części, bo jestem bardzo ciekawa, co takiego Autorka przygotowała dla naszych bohaterów.

Książkę czytało mi się bardzo dobrze. Styl jest dobry, łatwy w odbiorze, nie ma zbyt długich i nudnawych opisów. Może jedynym minusem jest to, że ta książka to tylko 193 strony historii :D

Podsumowując, szczerze polecam! Autorka zaskoczyła mnie i to pozytywnie. Cieszę się, że ponownie dałam jej szansę i z niecierpliwością czekam na dalsze losy Spełniaczy.

Tytuł: Spełniacze
Autorka: Małgorzata Falkowska
Ilość stron: 193

Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Inanna.



Czytaj dalej »

20 lip 2019

Zaskocz mnie - Małgorzata Falkowska, Daria Skiba



Antek właśnie co przeprowadza się ze swoją dziewczyną do wspólnego lokum. Ma wymarzoną pracę i wydawałoby się, że życie świetnie mu się układa. Ale co raz częściej widzi, jak bardzo różni się z Karoliną, która pochodzi z bogatej rodziny i jej zainteresowanie ogranicza się tylko do jej osoby.

Jagoda ma marzenia, które stara się spełniać. Z facetami ma kiepskie doświadczenia, a z matką też nie najlepiej się dogaduje. Nie planuje, lubi żyć tu i teraz.

Czy ta dwójka będzie w stanie się dogadać? Zwłaszcza, że jedno z nich będzie nauczycielem, a drugie uczniem? Czy Antek zrozumie, że Karola to nie prawdziwe uczucie? A Jagoda przekona się, że to właśnie Antkowi powinna zaufać?

***

Byłam bardzo ciekawa tego duetu, zwłaszcza, że okładka od początku przyciągnęła mój wzrok. Powiem szczerze, że wcześniej jak czytałam zapowiedzi, to nie zauważyłam, że wspomniało tam o parkour. Zorientowałam się dopiero w trakcie lektury, a szkoda, bo temat jest mi bliski.

Dla odmiany zacznę od postaci pobocznej, jaką była Karolina, dziewczyna Antka. Matko, dawno nie miałam do czynienia z tak irytującą, pustą i głupią bohaterką. Antka ma za zabawkę, nie traktuje go poważnie, stroi sobie z niego żarty. Dla niej liczy się tylko kasa, bo żyje z pieniędzy rodziców i łatwo jej wydawać tę forsę. Nie ma szacunku do Antka, wykorzystuje to, że chłopak ma do niej słabość. A kiedy okazuje się, że Karola jest naprawdę głupią suką to ucieszyłam się, że ich relacja poszła w tę a nie inną stronę. Bo Antek na nią nie zasługiwał.

Sam Antek jest poukładany, spokojny. Zaczyna wymarzoną pracę, ma plany na przyszłość. Radzi sobie w życiu dobrze, choć nie ma lekko. Dostaje od Karoliny bon na zajęcia z boksu, bo to przecież pomoże mu stać się bardziej męskim. Ale kiedy idzie na zajęcia, to okazuje się, że są odwołane i tam spotyka ekipę od parkour'a. I nagle chłopak ma nową zajawkę. Chce spróbować -  i tak o to tym sposobem Jagoda staje się jego nauczycielką.

Jagoda z początku to taka zadziorna jest, co wychodzi jej sztucznie, bo wewnątrz jest zranioną dziewczyną. Biegnie za marzeniami, parkour to podobno jej prawdziwa pasja, ale ja jakoś tego nie odczułam.

W ogóle nie czułam chemii między Jagodą a Antkiem. Te ich rozmowy były jakieś takie dziwne, tak samo zachowania.... No nienaturalne.

Przejdę też do strony technicznej. Pierwsze kilka rozdziałów to w ogóle miałam wrażenia, jakbym czytała dwie różne książki. Rozumiem, że trzeba było przedstawić historię dwójki bohaterów, którzy poznają się później, ale tutaj wyszło to źle i mnie zniechęcało do czytania. Stylem autorki jakoś nie przypasowały do siebie i tak jak już wspomniałam na początku - czułam się tak, jakbym czytała dwie różne książki.

A jeśli chodzi o parkour...Może i pomysł na ten motyw fajny, bardzo fajny, ale wykonanie jest już gorsze. Pojawia się trochę znikąd, jego przedstawienie jest bardzo sztuczne i jakoś nie odczułam tego marzenia w nim. Po prostu sobie był, a szkoda, bo parkour jest naprawdę niesamowity i trzeba umieć to przedstawić.

Cóż, zapowiadało się fajnie, ale wyszła klapa. Nawet fajna okładka tutaj nie pomoże. I tak im dłużej na nią patrzę, to stwierdzam, że w sumie postać na okładce też jest nieadekwatna (lol?).

Podejrzewam, że i tak znajdą się fani tej książki, więc jeśli macie ochotę sami się przekonać, to po prostu przeczytajcie :) Ja, niestety, nie polecam.

Tytuł: Zaskocz mnie
Autorki: Małgorzata Falkowska, Daria Skiba
Ilość stron: 258

Za możliwość recenzji serdecznie dziękuję Grupie Morgana i Wydawnictwu Inanna.



Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia