6 sie 2020

Syreny - Anna Langner



Majka na wakacje wyjeżdża jak co roku do Burzewa, gdzie mieszka u ciotki i wujka. Pracuje sprzedając lody w budce i w międzyczasie odreagowuje Warszawę, w której na co dzień studiuje i żyje.
Wolny czas zawsze spędza ze swoimi przyjaciółkami - Wiolką i Julką. Jednak w tym roku zapowiada się, że będzie inaczej, bowiem Wiolka i Julka stają się Syrenami - dziewczynami do towarzystwa. Całe miasto o tym huczy, a samej Majce również się to nie podoba, ale koniec końców znajduje w tym idealny materiał na artykuł, który ma pomóc zaliczyć jej przedmiot. Nie mówi o tym swoim przyjaciółkom - postanawia zrobić to po cichu. W dodatku będzie mieć na nie oko, bo nie chce, by stała im się krzywda.

Bogaci przystojniacy, kolorowe drinki, znane, drogie, nadmorskie kluby. Te wakacje z pewnością będą jedyne w swoim rodzaju. Majka jednak nie jest zainteresowana wakacyjnym romansem. Przynajmniej tak sądzi, dopóki nie poznaje pewnego przystojniaka...

***

Trzeba przyznać, że w sieci było bardzo głośno o tej premierze. Wydawnictwo i blogerzy naprawdę się postarali. Opis zapowiada nam gorący wakacyjny romans, przy którym czytelnik ma się dobrze bawić. A co ja sądzę o tej historii?

Majka to taka zwykła dziewczyna. Studiuje, pracuje, by mieć na życie. Uczuciowo jakoś się jej nie wiedzie. Ma wzloty i upadki, a rodzice niekoniecznie się nią interesują. Warszawa momentami ją przytłacza, dlatego też uwielbia spędzać wakacje w Burzewie. Tam może odpocząć, wyciszyć się i spędzać czas ze swoimi przyjaciółkami. Pomaga ciotce i wujkowi, sprzedają lody w ich budce.

Jednak w te wakacje wszystko wygląda inaczej, bowiem w Burzewie zrobiło się głośno o Syrenach - dziewczynach do towarzystwa. I wcale nie chodziło tutaj o seks, a o wspólnie spędzany czas, zarabianie na tym kasy. I tymi Syrenami są właśnie Wiolka i Julia - jej przyjaciółki.
Wiolka to taka pyskata, pewna siebie dziewczyna, potrafiąca zawalczyć o siebie. Julka z kolei to poukładana córeczka rodziców, choć to jej wcale nie przeszkadza, by być Syreną.

Majka martwi się o nie, ale szybko zaczyna w tym widzieć dla siebie szansę na dobry artykuł, który musi napisać, by zaliczyć przedmiot. Oczywiście nic o tym nie wspomina dziewczynom. Brnie w kłamstwa.

Dziewczyny poznają trójkę przyjaciół - Damiana, Filipa i Igora. To ci bogaci przystojniacy, których spotkały Syreny, a którzy dość często kręcą się wokół dziewczyn. Majka jako pierwsza ich poznała, do czego też się nie przyznaje, a z Damianem od początku drze koty. I jest to nawet zabawne, ale i denerwujące.
Damian jest pewny siebie, uwielbia wdawać się w przekamarzanie. Od samego początku przezywa Majkę "wiejską dziewuszką", "a później wiejską truskaweczką". I może jest to urocze, ale z każdą kolejną stroną staje się to irytujące. Damian odzywa się tak w każdym zdaniu - W KAŻDYM. Nawet jeśli w prawdziwym życiu mogłoby tak być, to ja bym dostała chyba świra,  Po pewnym czasie to po prostu zaczyna denerwować.

Damian z nich wszystkich jest chyba najbardziej normalny. Filip to taki bawidymek, a Igor to taki misiaczek - przyjaciel (mam nadzieję, że nie pomyliłam chłopaków z imion). Chociaż ciągłe porównanie innych dziewczyn do Aśki przez Igora również po pewnym momencie staje się denerwujące i człowiek tylko przewraca oczami, kiedy czyta o kolejnym porównaniu. Nawet teraz to zrobiłam, haha.
A Majka czy tego chce, czy nie, to zaczyna lecieć na Damiana, który z czasem przestaje być dla niej głupkiem i w ogóle.

Wbrew pozorom nie jest to tylko taka kolorowa historia. Autorka nie opisuje samych pozytywnych aspektów tej profesji. Zdarza się, że dziewczyny wpadają w tarapaty i to nawet te poważniejsze. Jednak Wiolka zaślepiona jest swoim celem i ciężko jej cokolwiek przetłumaczyć. Z kolei Julia jest jej potulna i rzadko kiedy wypowiada własne zdanie.

Rozdziały są różnej długości - na koniec każdego mamy wypowiedzi mężczyzn korzystających z usług Syren, czy innych kobiet do towarzystwa. Jest wzmianka nawet o dwóch znanych nam już panach, ale nie będę zdradzać, co i jak :D Mnie to miło zaskoczyło.
Sam styl autorki jest łatwy w odbiorze. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ma się wrażenie, jakby całą tą historię faktycznie opowiedziała zwykła dziewczyna.
Okładka przyciąga spojrzenie - jest naprawdę fajna, a przede wszystkim wakacyjna. Na pewno inni zwrócą na nią uwagę.

Jak dla mnie jest to taka zwyczajna pozycja, a nawet średnia. Nie zachwycam się nią tak jak pozostali. Przyznaję jednak, że gdzieś od połowy zaczęłam się naprawdę dobrze przy niej bawić i nawet ciężko było mi przerwać lekturę. Po przeczytaniu ogólne wrażenie jest dobre, a o tych niektórych mankamentach można po prostu zapomnieć.

Jeśli macie ochotę na historię z wakacjami, romansem i morzem w tle, to Syreny Wam się spodobają. Ja sama póki co jestem zadowolona z tego, co wydaje Autorka :)

Tytuł: Syreny
Autorka: Anna Langner
Ilość stron: 376


Za możliwość recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.



Czytaj dalej »

4 sie 2020

Nasze wszystkie światła - Jamie McGuire



Elliott i Catherine poznali się, kiedy byli dziećmi. Dość szybko się zaprzyjaźnili, a ta przyjaźń zaczęła przeistaczać się w coś więcej. Jednak pewnego dnia Elliott wyjechał i nie wrócił, chociaż obiecał to Catherine. Zniknął z jej życia w najgorszym momencie, kiedy dosięgła ją prawdziwa tragedia.

Po kilku latach znów się spotykają. Są innymi ludźmi. Elliott to wschodząca gwiazda sportowa, a Catherine stała się dziwadłem i pomaga matce w prowadzeniu rodzinnego pensjonatu. Elliott stara się, by dziewczyna mu wybaczyła, bowiem on wciąż ją kocha. Kiedy udaje mu się odbudować jej zaufanie, w mieście dochodzi do tragedii a Elliott staje się głównym podejrzanym.

Catherine nie wierzy w oskarżenia, wspiera go całym sercem. Jednak skrywa sekret, który może wszystko pogrążyć.

***

Już na samym początku muszę Wam napisać, że ta książka, bardzo, ale to bardzo mnie zaskoczyła - i to pozytywnie! Nie ukrywam, że sądziłam, iż to będzie zwykła młodzieżówka - tak się zapowiadało. Aż w pewnym momencie wszystko się zmieniło. Zastanawiałam się nawet, czy rozdział został dobrze przetłumaczony XD. A to po prostu taki szok zaserwowała nam Autorka!

Spotkanie Catherine i Elliott'a, kiedy to byli jeszcze dziećmi, było przypadkowe. Choć prawda jest taka, że chłopak często ją obserwował. Miał wrażenie, że w jej domu dzieje się coś złego. Pewnego dnia Catherine go dostrzegła i zaczęli rozmawiać, a potem po prostu spędzać wspólnie czas. Ich przyjaźń pięknie się rozwijała i nie przeszkadzał im fakt, że chłopak przyjeżdżał tu tylko na wakacje. Obiecał jej, że będzie wracał. Cóż, nie był wstanie dotrzymać obietnicy, czym bardzo zranił Catherine, bowiem odszedł w najgorszy dzień w życiu dziewczyny.

Skupię się bardziej na ich charakterach, kiedy to są już w liceum. Catherine stara się nie rzucać w oczy. Stała się dziwadłem - głównie dlatego, że pensjonat, przy którym pomagała matce, budził w niektórych strach, a fakt, że dziewczyna nikogo tam nie wpuszczała, tylko pogarszał sprawę. Wciąż była nękana przez te same dziewczyny, co kiedyś. Odwrócili się także od niej przyjaciele. Skazana jest tylko na siebie, ale to z własnej woli.
Jest bardzo pracowita i rodzinna, a przede wszystkim - pomocna. Niesie na swoich barkach wiele, zbyt wiele.
Jest bardzo miła dla gości pensjonatu, choć ci potrafią dać jej w kość. Niektórych się nawet boi, ale nie narzeka przed matką. Czasami stara się zawalczyć o siebie, ale koniec końców i tak wybiera matkę i pomoc jej.

Elliott z kolei stawia na swoim. Mówi, co myśli. Nie boi się konfrontować ze swoimi rodzicami, bowiem przez nich miał trudne dzieciństwo. To także przez nich musiał opuścić Catherine, a ci nie pozwalali mu wrócić.
Stara się odbudować zachowanie Catherine. W szkole radzi sobie dobrze, jest wschodzącą gwiazdą sportową, ale też nie ma łatwo ze względu na kolor skóry.
Dba o Catherine, opiekuje się nią i próbuje ściągnąć z jej barków brzemię, które dźwiga, ale ta nie chce nic powiedzieć.

A wszystko się komplikuje, kiedy ktoś znika. I głównym podejrzanym staje się Elliott.

Więcej tutaj z fabuły nie przytoczę, ale możecie być pewni, że ta Was zaskoczy jeszcze nie jeden raz. Naprawdę, nie sądziłam, że autorce uda się mnie tak zaskoczyć. Nawet kilka razy zaczynałam czytać końcówkę jednego rozdziału, a początek kolejnego, bo sądziłam, że chyba coś przegapiłam. Dopiero po chwili zorientowałam się, o co tak naprawdę chodzi. Coś tam się domyślałam, ale nie w ten sposób.

Początek może mnie nie wciągnął, ale dalsza lektura tak mnie pochłonęła, że ciężko było mi się oderwać i zarwałam nockę, by skończyć lekturę (całe szczęście moja córka dała mi pospać - wiedziała, że mama czytała dobrą książkę :D). Rozdziały są dobrej długości, nie przedłużają czytania. Dialogi w porządku, a styl prosty w odbiorze.

Książka porusza wiele ważnych tematów - rasizm, problemy rodzinne, znęcanie się nad innymi, przemoc. Nic tu nie jest przekoloryzowane. Większość to niestety z życia wzięte. Spotyka to wielu ludzi na świecie.

Nasze wszystkie światła to naprawdę dobra, zaskakująca młodzieżówka, poruszająca trudy życia młodych ludzi, którzy często zostawieni są sami sobie ze swoimi problemami. Próbują sami walczyć, ale ich wysiłek idzie na marne, bowiem prawdziwy świat jest niestety bardzo okrutny.

Tytuł: Nasze wszystkie światła
Autorka: Jamie McGuire
Ilość stron: 488


Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Young.




Czytaj dalej »

2 sie 2020

Crew. Tom 1 Ekipa - Tijan


Bren nie jest zwykłą dziewczyną - należy do ekipy Wilków i nie da sobą pomiatać. Wszyscy wiedzą, że nie zadziera się z nikim z ekipy. Zadrzesz z jednym z nich to zadzierasz z resztą. Ekipa zawsze się odwdzięczy.

Nadchodzi ostatni rok w liceum i dziewczyna ma nadzieję, że minie on jej w spokoju w towarzystwie Jordana, Zellmanna i Crossa. Ale spokój nie jest im pisany.

W szkole pojawia się Race - kuzyn jej byłego chłopaka, który bardzo chce się zakumplować z Bren. Wszyscy zaczynają się bardziej interesować ekipą Wilków, która jest na celowniku dyrekcji. Pojawia się wiele zgrzytów i nieporozumień między innymi, a co za tym idzie - nie wiele brakuje do wojny.

A w tym wszystkim Bren zaczyna jeszcze rozumieć, że Cross staje się dla niej kimś więcej niż zwykłym członkiem ekipy.

***

Seria Fallen Crest zdobyła moje serce, więc z ogromną przyjemnością wzięłam się za lekturę Ekipy. Tym bardziej, że Roussou pojawia się już właśnie w Fallen Crest, a w tutaj spotykamy również niektórych bohaterów z FC. Czy Ekipa zdobyła moje serce? Czy różni się czymś od Fallen Crest?

Bren to bardziej taka chłopczyca. W dodatku należy do ekipy Wilków, więc nikt jej nie podskoczy. Wszyscy wiedzą, że nie należy jej dotykać bez wyraźnego pozwolenia. Jest trochę zamknięta w sobie, ale uparta i zażarcie walczy o dobro swoich przyjaciół. Bez słów rozumie się z Crossem i uwierzcie mi, że już od samego początku czuć chemię między tą dwójką. Choć momentami mam wrażenie, że Bren ma spóźniony zapłon i sama tego nie widzi. A z czasem widzi, ale się boi, bo według zasad - nie może być żadnych związków w ekipie.
Dziewczyna nosi też w sercu pewną tajemnicę - chłopaki nie wiedzą o niej wszystkiego, ale też na nią nie naciskają. Szanują jej zdanie.

Cross jest tutaj drugim głównym bohaterem. Przystojniak, poukładany bardziej od reszty chłopaków z ekipy. Dba o Bren, jest jej przyjacielem. Jest przy niej w gorszych momentach i tak jak już wspomniałam, rozumie się z dziewczyną bez słów. Dość szybko można dojść do wniosków, że to Cross powinien być przywódcą. Myśli racjonalnie, podejmuje właściwe decyzje. Ale on sam również nosi w sobie mrok, o czym nie mówi na co dzień.

Jordan to obecny przywódca ekipy i po prostu ma dużo gadane. Nie nadaje się na niego, polega bardziej na innych, ale jest w porządku. Za to Zellman to typowy casanova, któremu tylko seks w głowie i taki śmieszek - choć osobiście uważam, że póki co to ta postać jest najbardziej pokrzywdzona i pominięta.

W tej serii motywem przewodnim są ekipy. Poznajemy ich rolę na co dzień. Szybko się orientujemy, że ich zamysł brany jest przez innych na poważnie. Można powiedzieć, że to ekipy rządzą. Lepiej się do nich nie zbliżać, uważać, co się mówi. Powiem szczerze, że na początku irytowało mnie to, jak podkreślana jest waga ekip. Jakby byli nie wiadomo kim. Jednak z czasem zrozumiałam, że tutaj chodzi o coś więcej. Nie tylko o władzę, ale o możliwość polegania na bliskich osobach. Bo członkowie ekip tym właśnie są dla siebie.

Nie brakuje nam również wątku miłosnego. Jak już wcześniej pisałam, od początku czuć chemię między Bren i Crossem. Najpierw próbują walczyć z tym uczuciem, bo przecież znają zasady, ale z czasem sami dochodzą do wniosku, że potrzebują siebie nawzajem. Nie warto walczyć z miłością.

Akcja też jest tutaj na dobrym poziomie. Co chwilę coś się dzieje, a co najważniejsze - nic nie jest tutaj kolorowe. Przedstawione są różne trudy, problemy związane ze szkołą, ale i nie tylko. Poruszanych jest naprawdę wiele kwestii i autorce wyszło to naprawdę świetnie.

Książkę w dodatku czyta się szybko. Styl autorki jest prosty i łatwy w odbiorze, rozdziały nie są za długie. Nie ma zbytecznych długich opisów. Tak samo dialogi są w porządku. Cały zamysł, jaki sobie stworzyła Tijan, oddała go według mnie na sto procent.

Z czystym sercem mogę wam polecić nową serię od Tijan. Moja pierwsza myśl po skończeniu lektury była nawet taka, że Crew jest dużo lepsza od Fallen Crest. Już teraz nie mogę doczekać się kolejnego tomu. Zwłaszcza, że koniec Ekipy obiecuje nam wiele.

Tytuł: Ekipa
Seria: Crew
Autorka: Tijan
Ilość stron: 370


Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.




Czytaj dalej »

30 lip 2020

Tylko jedno słowo. Tom 1 W tę samą stronę - Marta Radomska


Pierwsze spotkanie Niny i Adriana zakończyło się kłótnią. Nie polubili się, dlatego też mają szczerą nadzieję, że nigdy w życiu już nie spotkają. Jakie jest ich zdziwienie, kiedy się okazuje, że łączy ich pewna bliska osoba, która właśnie zniknęła, a którą próbują znaleźć.

Obydwoje poddają analizie swoje dotychczasowe życie - dostrzegają, jakie jest nieidealne. W dodatku zauważają, że jednak się lubią, a ich samych łączy trochę wspólnego. Tylko, że Nina ma chłopaka, a Adrian jest żonaty. Co z tym zrobią? Czy na pewno są szczęśliwi tak jak jest?

***

Twórczość Marty Radomskiej nie jest mi obca, więc z miłą chęcią sięgnęłam po jej najnowszą serię - zwłaszcza, że okładka przyciąga wzrok, a ja jestem okładkową sroką :D Opis również mnie zainteresował, więc nie pozostało nic innego jak wziąć się za czytanie.

Nina to pracowita kobieta, bardzo ambitna. Dość długo wytrzymywała przy swojej pokręconej szefowej i wcale się nie dziwię, że w końcu wybuchła. Może trochę ją poniosło, bo od razu się zwolniła, ale muszę przyznać, że było to dobre posunięcie. Nina za to nie spodziewała się, że to zwolnienie tylko pociągnie za sobą ciąg zdarzeń i doprowadzi do małego wypadku.

Adrian wydaje się być naburmuszonym facetem, z którym to tylko się kłócić. Nie robi na Ninie najlepszego pierwszego wrażenia. Cóż, kobieta nawet się na niego wydziera i przy okazji daje upust swoim emocjom. A potem się okazuje, że Adrian to będzie jej lekarzem... No cóż, pierwsze koty za płoty! Momentami jest jak typowy nieogarnięty facet - taki trochę ćwok :D

Ich spotkanie jest niespodziewane i tak samo niespodziewanie się okazuje, że łączy ich ktoś jeszcze - Iza, która jest bliska zarówno Nince jak i Adrianowi. Iza postawiła w ich niecodziennej sytuacji, sprawdziła, że zaczęli się o nią martwić. W końcu niecodziennie dostaje się taką wiadomość, a jej nadawca znika ot tak, prawda?

I od tego momentu wszystko zaczyna się zmieniać. Nina i Adrian dostrzegają w sobie coś więcej niż same negatywne cechy. Okazuje się, że łączy ich o wiele więcej niż by się tego spodziewali. Zaczynają nawet o sobie myśleć w innej kategorii, pomimo że obydwoje są zajęci. Nina ma chłopaka, który lubi mieć wszystko zaplanowane i niekoniecznie bierze pod uwagę zdanie swojej dziewczyny, a Adrian jest żonaty - i szybko dostrzega, że żona myśli tylko i wyłącznie o sobie i swoim biznesie.

Autorka zaskakuje fabułą i to nie jeden raz - już nie wspominając o tym zakończeniu! Matko, miałam ochotę potrząsnąć bohaterami!
Czyta się super - styl autorki jest prosty w odbiorze, przez co pochłaniamy stronę za stroną. Może jedynym mankamentem w moim odczuciu jest brak podziału książki na rozdziały. Lubię po prostu zatrzymać się albo skończyć lekturę w danym konkretnym momencie. Ale nie obawiajcie się, jest to jedyny malutki minus. Reszta jest super.

Jeśli macie ochotę na dobrą lekturę, to gorąco Wam polecam W tę samą stronę. Życiowa historia, nieprzekoloryzowana, poruszająca kilka problemów, ale w tym wszystkim nie brakuje również humoru!

Tytuł: W tę samą stronę
Seria: Tylko jedno słowo
Autorka: Marta Radomska
Ilość stron: 368


Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Czytaj dalej »

27 lip 2020

Fale i echa - Agata Czykierda-Grabowska


Nina na co dzień walczy z chorobą, powtarzając pewne zaklęcie. Doskwiera jej samotność w Warszawie. Zwłaszcza, gdy ma gorszy dzień.
Nie daje jej też spokoju śmierć jej matki. Wspomnienie to jako dziecko wyparła z pamięci, ale ostatnio co raz częściej chce rozwikłać tę tajemnicę. Zwłaszcza, że jej ojciec nie jest wylewny na ten temat.

Jej życie nabiera kolorów, kiedy poznaje tajemniczego Filipa. Gra na gitarze, a jego piosenki bardzo podobają się Ninie. Jest ciekawa chłopaka i to ze wzajemnością. Filip postanawia jej pomóc przy rozwikłaniu tajemnicy śmierci jej matki. Sam nie wiele mówi o sobie, bo boi się, co takiego pomyśli sobie Nina.

Czy Nina udźwignie prawdę, którą pozna? I to nie tylko na temat swojej matki, ale i Filipa?

***

Byłam bardzo ciekawa tej historii, bowiem od początku Autorka mówiła, że to coś innego, co można spotkać na rynku wydawniczym. I tak, potwierdzam jej słowa. Ta historia zdecydowanie różni się od innych. I to w pozytywnym sensie.

Nina to spokojna dziewczyna. Na co dzień studiuje i walczy z chorobą - nawracającą depresją oraz nerwicą natręctw (jeśli dobrze pamiętam). Ma problemy ze spokojnym snem. Codziennie budzi się o tej samej godzinie, umierając. Boi się śmierci. W chwili pobudki pomaga jej świeże powietrze i jej magiczne zaklęcie.
Obawia się, że ma to po matce. Nie pamięta jej śmierci. Jest przekonana, że wyparła to wspomnienie, ale co raz częściej chce sobie cokolwiek przypomnieć na jej temat.

Poznaje Filipa. Miała okazję zobaczyć go już wcześniej, w stanie, w którym nie była sobą. Chłopak gra na gitarze, śpiewa. Pisze nawet dla niej piosenkę, a kiedy widzi Ninę, słyszy muzykę. Poruszało to moje serce za każdym razem, kiedy jest o tym wzmianka.
Jest też dość tajemniczy, jeśli chodzi o jego osobę. Nina przez bardzo długi czas niewiele wie o chłopaku. Pewne jest jedno - ciągnie ich do siebie niemiłosiernie.

Muszę przyznać, że na początek lektury nie za bardzo mnie porwał. Nie dałam się jednak zniechęcić i bardzo się cieszę z tego powodu, ponieważ później nie mogłam się już od niej oderwać.
Ta historia to jedna wielka niewiadoma i niespodzianka. Kibicowałam bardzo tej dwójce.

Byłam bardzo ciekawa Filipa, bo jego osoba to z początku jedna wielka tajemnica. Nic dziwnego, na jego miejscu też bałabym się powiedzieć prawdę Ninie, patrząc na jej problemy. A kiedy wreszcie to robi, czytelnik myśli sobie, że to koniec. Nawet nie wiecie, jak mocno można się pomylić. Okazuje się, że chłopak ma ich o wiele więcej. Nina domyśla się, że to, co przeżył, musiało być okropne. I owszem, było. Przeszłość sprawiła, że Filip postawił, jak dla mnie, na drastyczne kroki.

Przeszłość Niny również była okrutna. Dziewczyna nie ustępuje w poznaniu prawdy. Zwłaszcza, że widzi, jak ojciec unika odpowiedzi. Tak samo jak ciotka. A kiedy w końcu sobie wszystko przypomina, czytelnikowi po raz kolejny łamie się serce.

Koniecznie muszę napisać jeszcze o epilogu. Uwierzcie mi - przeczytałam go dwa razy i nie wiem, co o nim sądzić. Tak naprawdę nie wiem, co się wydarzyło. Czy to, co mi przychodzi do głowy, faktycznie miało miejsce? Zastanawiałam się wiele razy, ale za każdym razem dochodzę do jednego wniosku - że tak naprawdę nie wiem. I nie, nie jest to minus. Broń Boże. To jest ogromny plus. Epilog sprawił, że często wracam myślami do tej historii.

Książkę czytało się naprawdę dobrze, a nawet bardzo dobrze. Autorka świetnie oddała emocje, które targały bohaterami. Udało jej się zaciekawić i zmusić do myślenia, do próby rozwiązania zagadek. A przede wszystkim stworzyła, według mnie, niezapomnianych bohaterów. Może i są poranieni i poturbowani, ale znajdują ukojenie w swoich osobach.

Jeśli szukacie niezapomnianej historii, lektury, która jest jedyną w swoim rodzaju na dzisiejszym rynku wydawniczym - właśnie ją znaleźliście. Koniecznie musicie ją przeczytać. Ja wielokrotnie wracam do niej myślami. I myślę - ba, ja wiem, że jeśli ją przeczytacie, to także będziecie do niej często wracać.

Tytuł: Fale i echa
Autorka: Agata Czykierda-Grabowska
Ilość stron: 340

Przy okazji chciałam serdecznie podziękować Autorce za dedykację :).


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia