8 lis 2020

I'm a Babysitter - Anita Rafalska

Ponad milion odsłon na Wattpadzie!

Dwudziestodwuletnia Keith Wilson traci pracę w pubie, po czym – dzięki pomocy swojego przyjaciela Drake’a – otrzymuje posadę opiekunki. Kobieta jest bardzo zadowolona, ponieważ desperacko potrzebuje pieniędzy na leczenie matki. Jej pracodawcą okazuje się właściciel dużej firmy, Rick Morgan. Poszukuje on niani dla swojej pięcioletniej córki Grace. Mężczyzna przejął opiekę nad dziewczynką po rozwodzie z żoną, która wyjechała za granicę. Nowy szef Keith jest od niej o dziewięć lat starszy, jednak mimo różnicy wieku świetnie się dogadują. Pewnego dnia Rick kompletnie zaskakuje Keith, kiedy proponuje jej, żeby spędziła noc w jego łóżku.

Opis pochodzi z empik.com

***

Tym razem ponownie umieściłam opis z Empiku, ponieważ jest krótki i chciałam przy okazji pokazać, że po jego lekturze można później się zaskoczyć i to niekoniecznie pozytywnie. 

Przede wszystkim muszę napisać, że nie dałam rady skończyć tej książki. Dotarłam chyba do połowy i stwierdziłam, że to nie ma sensu. Ta historia powinna zostać na Wattpadzie i nie być wydawana w formie książki, naprawdę. Totalna porażka. Zupełnie jakbym czytała jakieś fanowskie opowiadanie.

Od początku czułam się tak, jakbym już gdzieś to czytała. Sama fabuła gdzieś się zgubiła. Niby skupiamy się na opiece nad dzieckiem, której w rzeczywistości praktycznie nie ma... Okazuje się, że w sumie to ma się kto zajmować Grace, a Keith koniec końców miałaby to robić od czasu do czasu, przy okazji zarabiając nieadekwatną, dużą sumę pieniędzy.

Akcja biegnie jak szalona i wcale nie jest to plus. Jedno dzieje się za drugim i nic tutaj nie ma największego sensu. 

Ani Keith, ani Rick nie są warci uwagi czytelnika. Dziewczyna niczym szczególnym się nie wyróżnia. Jeśli dobrze pamiętam, to utkwiło mi w pamięci, że Keith nie lubi związywać włosów w końcu ogon, a jednak to robi. Zaś Rick jest takim bezpłciowym kretynem, że to głowa mała. W głowie mu tylko seks i z tego powodu bywa również chamski, a najgorsze w tym jest to, że wypada przy tym sztucznie. Niby związki go nie interesują, tylko seks bez zobowiązań, a Keith praktycznie od razu zawraca mu w głowie.

Reszta bohaterów to ja nie wiem, po co tutaj jest. Chyba żeby robić za tło. Drake, przyjaciel Keith, dziwnym trafem jest zawsze w pobliżu dziewczyny i leci jej na ratunek. Nie ma chyba własnego życia. Matka jest bardzo chora i owszem, mamy epizod z chorobą, ale zaraz potem wyjeżdża do koleżanki. 

Rozdziały są krótkie. Język i styl cechują się prostotą. Owszem, czyta się szybko, ale cały czas ma się wrażenie, że czytamy fanowskie opowiadanie, a nie książkę. Nie dokończyłam lektury i nie planuję, bo za bardzo mnie ona irytowała. 

A, i nawiązując do tego czytania opisu i zaskoczenia. Mam tutaj na myśli ostatnie zdanie, kiedy to Rick proponuje, by Keith spędziła noc w jego łóżku. Liczyłam na coś fajnego, a tym czasem dostałam coś, czego nawet nie podejrzewałabym, że to właśnie ten zaskakujący moment. Serio. Nic szczególnego.

No cóż. Nie dane mi przeczytać znów dobrą książkę.

Tytuł: I'm a Babysitter
Autorka: Anita Rafalska
Ilość stron: 276

Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.




Czytaj dalej »

6 lis 2020

Piątkowe polecajki #5

 


Cześć!

Przed nami pierwsze listopadowe Piątkowe polecajki. Tym razem zaprosiłam Aleksandrę Rak.

Hej! Zdecydowanie chciałabym Wam polecić "Ptaki" Patrycji Żurek, które miałam okazję przeczytać trochę wcześniej ;) Premiera ebooka miała miejsce 30.10 a papier pojawi się 16.11. Ta historia jest magiczna. Zabrała mnie w miejsce, gdzie wciąż czuć pradawne moce ognia i wiarę w prawdziwą miłość. To opowieść o tym, że każdy z nas może wzlecieć nawet jeśli w którymś momencie połamał swoje skrzydła. Koniecznie ją przeczytajcie!

Jest jeszcze jedna powieść warta polecenia! "Zielarka" Katarzyny Muszyńskiej. Równie magiczna i piękna, przepełniona zapachem ziół i tajemniczej, leczniczej wiedzy. Przez tę historię się płynie. Poznajemy malownicze Góry Kujawskie i zielarki, które je zamieszkują, a jedna z nich - Marena, odkrywa w sobie wielką moc. Czy uda jej się nad nią zapanować? Zachęcam do przeczytania!

Skusicie się na któryś z tytułów? :)



Czytaj dalej »

5 lis 2020

Melodia mgieł dziennych - Marta Bijan

 

Świat muzyki, sztuki i uzależnień na tle hipnotyzującej Warszawy pełnej dźwięków. Es ma trzydzieści dwa lata i jest menadżerką młodszej od siebie Melodii – najpopularniejszej wokalistki w kraju. Ich z pozoru niewinne spotkanie na parkingu wytwórni muzycznej wywołuje lawinę zdarzeń i zamienia się w niepokojącą relację, która nieuchronnie zmierza do mrocznego finału. Gorzka powieść wywołująca niemal namacalne uczucie dyskomfortu. To historia o marzeniach, które okazały się być początkiem drogi do samego piekła.
Opis pochodzi z empik.com

***

Nie bez powodu wstawiłam opis z Empiku, ponieważ ja sama nie wiedziałam, jak mam Wam streścić fabułę tej książki. Muszę też się przyznać, że nie wiedziałam, o czym była ta książka, dopóki nie przeczytałam tego opisu.

Z ciekawości zerknęłam wcześniej na recenzje i jak się okazuje, niektórzy mieli podobne odczucia do moich. 

Cała ta książka jest dość specyficzna. Śmiało mogę stwierdzić, że skupiła się na relacji Es z Melodią - choć momentami odnosiłam wrażenie, że to jedna osoba. 
Relacja piosenkarki i menadżerki nie była zdrowa. Es niby chciała pomóc Melodii, ale czasami miałam wrażenie, że jest zupełnie inaczej. Brakowało jej pewności siebie i wszystko to, co potrafiła, pokazywała przez osobę Melodii. Jakież było moje zdziwienie na koniec tej historii - Es w moich oczach wypadła na samolubną kobietę, która za wszelką cenę chciała spełnić swoje marzenia. Ja to tak odebrałam. Konkretniej nic nie napiszę, ponieważ nie chcę zdradzać fabuły.

Melodia z kolei pogubiła się. Myślę też, że miała o sobie zbyt wysokie mniemanie. Do tego dochodzą używki. Takie połączenie nigdy nie kończy się dobrze.

Żadnej z bohaterek nie polubiłam. I mimo że napisałam o nich kilka słów, to były też po prostu jakieś takie nijakie. Owszem, poznajemy przeszłość Es, dowiadujemy się, jak dziewczyny się poznały i w ogóle. Ale czasami to przeplatanie teraźniejszości z przeszłością było bardzo mylące. Trudno było się połapać. 

Czyta się średnio. Rozdziały są krótkie i to akurat jest bardzo fajne. Ale styl i język cechuje specyficzność, która niekoniecznie przypadła mi do gustu. Nie byłam jakoś szczególnie zainteresowana. Nie wciągnęłam się, przez co zdarzało mi się kartkować strony. Dokończyłam czytanie, bo sama książka jest krótka i byłam ciekawa, czy może jednak mnie czymś zaskoczy.

Ale tak nie było. Samo zakończenie też było przewidywalne (przynajmniej w części). I jak tak pomyślę, to ta historia to nic nowego.

Melodia mgieł dziennych to gorzka historia, przedstawiająca świat uzależnień. Prawdziwa i smutna. Mnie jednak coś tutaj zabrakło.

Tytuł: Melodia mgieł dziennych
Autorka: Marta Bijan
Ilość stron: 176


Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.




Czytaj dalej »

3 lis 2020

Crew. Tom 2 Księżniczka - Tijan

Związek Bren z Crossem się rozwija, a zbliżający się koniec liceum wzbudza w niej niepokój. Bren nie ma planów na przyszłość. Obawia się, że Cross i chłopaki ją zostawią. Z drugiej strony nie chce ich także powstrzymywać przed wyjazdem. Nie wyobraża sobie, żeby Ekipa przestała istnieć.

Na domiar złego w mieście pojawiają się nowi wrogowie, wzrasta napięcie i rywalizacja między innymi ekipami. W dodatku ktoś chce ich przedstawić w najgorszym świetle.

Czy Bren poradzi sobie z tym wszystkim?

***

Drugi tom wciągnął mnie już od pierwszych stron. Muszę przyznać, że dzieje się w nim wiele i z początku miałam wrażenie, że nic z tego nie trzyma się kupy. Serio. Zupełnie jakby Autorka wrzucała pierwszy lepszy pomysł. Dopiero pod koniec okazuje się, że w rzeczywistości to wszystko było bardzo dobrze przemyślane. Nawet Bren nie wpadła na to wszystko. 
Jedynie do czego tutaj mogłabym się przyczepić to do tych wszystkich powiązań i nawiązań do Fallen Crest. Powiem szczerze, że momentami czułam się zagubiona i nie wiedziałam, nie pamiętałam, o kim mówili. Fajnie, że tamta historia jest wciąż żywa, ale dla mnie było to przytłaczające i wkurzałam się, że nie wiedziałam, o co albo o kogo chodzi. Albo o jaką sytuację z serii Fallen Crest. Ale to chyba jedyny mankament. 

I tak, bohaterowie Fallen Crest pojawiają się w tej części. Fajnie było znów ich spotkać. Ani Logan, ani Mason wcale się nie zmienili. Logan wciąż jest głupkowaty i śmieszkowaty, a Mason jak zawsze morduje wzrokiem. Jedynie Sam zrobiła się jakaś taka spokojniejsza. Ale miło czytać, że im się poukładało i że kiedy bliscy potrzebują pomocy, to ci się zjawią.

Jeśli chodzi o naszą Ekipę to myślę, że można śmiało powiedzieć, że dorośli już w tym tomie. Nawet odniosłam delikatne wrażenie, że chłopaki zepchnęli Ekipę na dalszy plan. Wszyscy członkowie się zakochali, a oprócz tego na głowie mają także nadchodzący bal i zakończenie liceum. Jak się okazuje, wszyscy mają jakiś plan na przyszłość, a Bren nie. Bren boi się rozmowy o przyszłości, bo ona nic nie zaplanowała. Chciałaby po prostu zostać tu, gdzie jest.

Czas na Bren - można by powiedzieć, że terapia przyniosła skutki. Dziewczyna nie rzuca się od razu z nożem (no dobra, prawie się nie rzuca). Nie pozwala agresji od razu uderzać, choć momentami ma ochotę ją z siebie wypuścić. Jednak na swój sposób jest irytująca. Odnosiłam wrażenie, jakby była pępkiem świata - taką tytułową księżniczką, ale w negatywnym znaczeniu. 
Po raz pierwszy ma do czynienia również z babskimi sprawami - sukienka na bal, itd. Zaczyna dogadywać się ze swoim bratem, co jest dużym krokiem na przód.

Cross z kolei został tutaj przedstawiony jako seksoholik. Serio, ciągle był na Bren napalony i każde ich zachowanie kończyło się chyba seksem. Nie wiem, czy się śmiać z tego, czy płakać. Nie jest to jakiś duży minus, ale kiedy z ust Crossa pada: Bren, potrzebuję cię - kończy to się seksem. W sumie to schemat podobny do Fallen Crest.

Jordan jest Jordanem, a Zellman wciąż śmieszkuje i robi za głupka. Chociaż czułe słówka naprawdę jakoś nie pasują mi do Jordana. Chłopaki chyba trochę poszli w kąt. Według mnie Autorka nie poświęciła im zbytnio uwagi.

Mimo że wymieniłam trochę wad, to patrząc na całość, bawiłam się świetnie! Ciężko było mi się oderwać od lektury. Czytało się szybko, a to zasługa prostego i łatwego języka. Rozdziały są różnej długości i żaden z nich jakoś specjalnie się nie ciągnął. Akcji również nam nie brakuje. A to zakończenie...Zakończenie po raz kolejny sprawia, że człowiek chce od razu wziąć się za kolejną część!

I tak, chyba Crew podoba mi się bardziej niż Fallen Crest :D.

Tytuł: Księżniczka
Seria: Crew
Autorka: Tijan
Ilość stron: 456

Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.




Czytaj dalej »

1 lis 2020

Hate to love you - Tijan

 Kennedy ustaliła sobie kilka zasad:
- zero przystojniaków
- zero dramatów
- zaczyna na nowo.

Liceum nie było łaskawe dla dziewczyny. Przejechała się na chłopaku, koleżanki okazały się być fałszywe. Dokuczano jej. Obiecała sobie, że na studiach nie popełni pewnych błędów, a przede wszystkim nie pozwoli sobie dokuczać.

Zasady zasadami, ale kiedy Clarke spotyka Shay'a, zdaje sobie sprawę, że może być ciężko trzymać się zasad, które sama stworzyła.

***

Tyle czasu zabierałam się za tę książkę, aż stwierdziłam, że akcja #stoswstyduihańby to najlepsza okazja, by nadrobić lekturę. I to właśnie takiej mi było potrzeba, bowiem bawiłam się przy niej świetnie!

Kennedy stara się na siebie nie zwracać uwagę. Nie przyznaje się do tego, kto jest jej rodzeństwem, bo wie, że przez ten fakt może zostać wykorzystana. Nie interesuje się też chłopakami, bowiem jej były okazał się być głupkiem. Starannie dobiera sobie towarzystwo i uważa na nowe koleżanki, ponieważ nie chce być ani popychadłem, ani drugą opcją.
Ma specyficzny humor, ale owszem, jest zabawna. Ciężko u niej z uczuciami, sama czasami ich się boi. Mówi, co myśli, ale koniec końców naprawdę ją polubiłam.

Shay Coleman to uczelniana gwiazda, w dodatku przystojniak, który co nie co ma w głowie. Nie jest głupi, szanuje innych. Z początku mało też o nim wiemy, bowiem Shay mało co o sobie mówi - z czasem zauważa to właśnie Clarke. Jest zabawny, ale i taktowny. Chyba ciężko mi coś więcej o nim napisać, bo nie wyróżnia się zbytnio na tle innych postaci, które pojawiają się w takich książkach.

Nie jest to jakaś dynamiczna historia - na początku obawiałam się, że będę się nudzić. Czekałam na jakieś niesamowite wow, a tym czasem dostałam coś pospolitego. Nie zrozumcie mnie źle - znęcanie się nad innymi, prześladowanie, przemoc, gwałt to nie są błahe sprawy. To dość poważne problemy, które są aktualne po dzień dzisiejszy. Po prostu nie wiem dlaczego, ale sądziłam, że będzie tutaj coś cięższego - co nie znaczy, że książka jest słaba. Wręcz przeciwnie. Historia jest naprawdę dobra i Autorka nie bała się dobić naszych bohaterów. Powiem szczerze, że pewnych wydarzeń się nie spodziewałam. 

Język i styl cechuje prostota i łatwość w odbiorze. Czyta się szybko. Rozdziały nie są długie. Dialogi między bohaterami zabawne, a postaci ciekawe. Nic tutaj nie jest przekoloryzowane. Łatwo się wczuć w całość. 

Jestem bardzo zadowolona z lektury i żałuję, że tak późno za nią się wzięłam. Tijan tutaj wypadła naprawdę dobrze.

Polecam!

Tytuł: Hate to love you
Autorka: Tijan
Ilość stron: 408


Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.




Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia