30 lis 2018

Gdyby nie ty - Monika Sawicka



Eliza, będąc młodą dziewczyną, przeżyła piekło. Wyjechała z zamiarem pracy zagranicę, gdzie spotkała miłość swojego życia - przynajmniej tak się jej wydawało.
Przez pierwsze kilka miesięcy było wspaniale - Marco traktował ją jak księżniczkę, szeptał czułe słówka, a w między czasie podstępem uzależniał ją od siebie i dowiadywał się coraz więcej o jej rodzinie.
Aż pewnego dnia wszystko wywróciło się do góry nogami. Eliza została bez niczego, a Marco stał się dla niej koszmarem. Groził jej śmiercią bliskich - nie miała wyboru, musiała pójść na ulicę i zarabiać dla niego pieniądze, które rzekomo był winien innym ludziom.
Eliza przez dłuższy czas była źle traktowana, gwałcona i bita. Jednak dobra dusza jej pomaga i wraca do Polski. Ciężko jej jest wrócić do normalności. Miewa chwile zwątpienia, wspomnienia wracają, ale pewnego dnia znajduje swoje powołanie.
Tak samo, jak pewnego dnia zostaje matką. Życie nie jest spokojne, bo dotyka ją kolejny cios, ale walczy. A w osiemnaste urodziny córki dowiaduje się, że ten sam człowiek próbuje skrzywdzić jej córkę. Amelia nie ma pojęcia, co przytrafiło się jej matce. Ta zaś wie, że musi w końcu wyjawić prawdę. Czy uchroni tym swoją córkę przed popełnieniem straszliwego błędu? Czy Amelia jej uwierzy?

Nie miałam wcześniej styczności z twórczością autorki. Nie ukrywam, że to przez okładkę zainteresowałam się tą książką. Opis z tyłu nie wiele mówi. Tak naprawdę to ja Wam zdradziłam dużo więcej, ale głównie dlatego, by pokazać, że to naprawdę bardzo dobra i mocna pozycja.

Eliza przeszła wiele, będąc we Włoszech. Jak typowa nastolatka zakochała się w gorącym Włochu. W domu nie było najlepiej, brakowało jej uwagi, a ojciec do najlepszych nie należał, więc w sumie to Marco wynagradzał jej ten cały brak uwagi. Nic nie zapowiadało się na katastrofę - zwłaszcza, że mężczyzna przedstawił ją rzekomo matce.
Wszystko nagle się wali. Marco wraca wściekły, bo jest winien komuś pieniędzy. Eliza zrobiłaby dla niego wszystko, ale nie przypuszczałaby, że tak ją upodli i upokorzy. Zostaje po prostu dziwką. Im mniej się opiera, tym lepiej. Zatraca duszę.
Na swojej drodze spotyka dobrą duszę, która jej pomaga wrócić do Polski. Kto i jak to zrobił? Musicie sami przeczytać.
Po powrocie wiele się dzieje, ale przejdę do najważniejszego, kiedy Eliza ma dorosłą córkę. Ta chce być wobec niej fair i opowiada jej o mężczyźnie, w którym się zakochała. Różnica wieku nie stanowi dla niej problemu, skoro ją szanuje i kocha. Kiedy Eliza słyszy, że to Marco - nie może uwierzyć. Wie jednak, że musi Amelii wyjawić prawdę, którą do tej pory skrywała głęboko w sercu.
Córka jednak z początku nie wierzy matce. Myśli, że chce jej zrobić na złość. Wtedy kobieta się decyduje na kolejny krok...

Co mogę powiedzieć o Marco? Drań, jakich mało. Bezczelny i pewny siebie. Potrafił uderzyć Elizę, a kiedy ta mówi, że ma urodziny, to za chwilę przychodzi z kwiatami i szampanem. Bo przecież musi dbać o swoją najlepszą dziewczynę...Nic tylko zabić, naprawdę.

Nie spodziewałam się tak mocnej historii. Według mnie nie jest ubarwiona. Autorka ukazała historię, która pewnie dzieje się gdzieś na świecie albo która może mieć miejsce. Jest to przecież prawdopodobne - niestety.

Język, jakim posługuje się autorka, nie jest zagmatwany. Czytało mi się dobrze. Dużo tutaj przemyśleń Elizy, ale są one konieczne i niestety bolesne.

Gdyby nie ty to naprawdę mocna pozycja, a jednocześnie przestroga. Trzeba pamiętać, by być uważnym. Czasem lepiej posłuchać rozsądku niż serca.

Tytuł: Gdyby nie ty
Autorka: Monika Sawicka
Ilość stron: 240

Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.






Czytaj dalej »

28 lis 2018

Ani słowa. Tom 1 Gdybym wiedziała - Rebecca Donovan



W rodzinie Lany każda kobieta ma dobrą cechę, która jednocześnie jest jej przekleństwem. Wiara, zaufanie, życzliwość i odwaga wcale nie są tak dobre, jakby się wydawało. Te cechy niszczą ich życie.
Lana cechuje się Szczerością - wie, że nie każdy popiera jej szczerość, bowiem nie każda prawda jest pozytywna. Przeczuwała, że szczerość ją zgubi i przyniesie jej kłopoty, ale nie przypuszczała, że będą tak dramatyczne.
Jest świadkiem dramatycznych wydarzeń. Postanawia dla odmiany milczeć, ponieważ uważa, że prawda i tak jej nie pomoże - że jej słowo przeciwko TEJ osobie nic nie zdziała.
Milczenie wpędza ją w kłopoty - oskarżenia padają na jej osobę i to ona ponosi odpowiedzialność. Wysyłają ją w miejsce, które ma jej pomóc i wybrać odpowiednią ścieżkę. Tyle, że się nie spodziewa tego, że odkryje tajemnice rodzinne....

Lana wydaje się być typową suką - głównie dlatego, że mówi to, co myśli. Nieważne, czy prawda jest bolesna, czy też nie. Nigdy nie kłamie. Czasami zmienia temat, albo stara się nie odzywać, bo nie każdego chce przecież zranić. Uważa też, że miłość jest zakłamana.
Oskarżona jest o współudział w pewnych wydarzeniach, Widziała głównego sprawcę, ale ona chce chronić swoich bliskich, dlatego też nie wyjawia nazwiska. A to niesie za sobą konsekwencje. Trafia do szkoły, która wydaje się być elitarna i która ma nauczyć innych podejmowania właściwych decyzji. Szkoła chce, aby każdy z uczniów ujrzał swoją najlepszą stronę. Ale ja przeczuwam, że za tym kryje się coś więcej.

Wokół dziewczyny kręcą się faceci - Lana ma bez wątpienia branie i to z każdej strony. Jednak ta nie jest nikim zainteresowana. No, w nowej szkole jej uwagę zwraca Grant, który wydaje się być typowym facetem, ale za to ułożonym. Szanuje Lanę jako kobietę, do niczego nie zmusza i jej szczerość mu się podoba.

Jest też Brandon, który może nie koniecznie interesuje się bohaterką w ten sposób, ale jest hmm... Dociekliwy i podejrzany. Wie dużo na temat dziewczyny i wie co się dzieje. Nie jest ufny, dopiero z czasem Lana dowiaduje się o nim co nie co. I w dodatku wychodzi na jaw, że łączy ich więcej niż by się wydawało.

Są też bracia Harrison'owie, na których dziewczyna jest dosłownie skazana. Nie wiem do końca, jaką mają rolę w tej historii, ale oni też chyba nie są tego świadomi.

Samą historię czyta się dobrze i nawet szybko. Podzielona jest na dwie części, co mnie trochę zaskoczyło. Dialogi są w porządku, ale styl autorki wydaje się być zwyczajny.

Patrząc na wydarzenia z początku, sądziłam, że historia potoczy się w tym kierunku, a czytając końcówkę, na jaw wychodzą tajemnice, które prowadzą w inną stronę. Trochę czuję się przy tym zagubiona, ale nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa kontynuacji.

Ciężko mi podsumować tę historię. Gdybym miała opowiedzieć ją w kilku słowach, to nie wiem, jak je dobrać. Z pewnością te najlepsze cechy, okazują się być równocześnie przekleństwami. Czasami warto siedzieć cicho, ale czy na pewno?

Tytuł: Ani słowa. Tom 1 Gdybym wiedziała
Autorka: Rebecca Donovan
Ilość stron: 500





P.S. Zdjęcia nie zrobiłam, bo ciężko teraz o dobre światło :/
Czytaj dalej »

26 lis 2018

Pozwól mi zostać - Tijan



Dzień przed osiemnastymi urodzinami Mackenzie, jej siostra bliźniaczka Willow odebrała sobie życie - popełniła samobójstwo. Tej nocy dziewczyna miała nocować w obcym domu. Poszła tylko po coś do picia, a kiedy wróciła do pokoju, okazała się, że go pomyliła i wylądowała w łóżku razem z Ryan'em - ale nie zrozumcie tego na opak. Ona po prostu w nim spała, do niczego nie doszło. Poczuła się bezpiecznie. W tamtej chwili nie przyszłoby jej do głowy, że to miejsce będzie jedynym, w którym będzie mogła spokojnie spać. Jego pokój stał się miejscem, gdzie mogła przez chwilę odetchnąć.
Czy Mackenzie poradzi sobie ze stratą drugiej połówki? Jak poradzi sobie z tym wszystkim jej rodzina?

Zacznę od okładki, która jest prześliczna i według mnie sprawia, że czytelnik zatrzymuje na niej wzrok. Jestem wzrokowcem i z pewnością nie przeszłabym obok niej obok. Zwłaszcza, że postawa dziewczyny intryguje.

Mackenzie jest przeciwieństwem swojej bliźniaczki - uczy się dobrze, wystarczą jej czwórki z plusem. Nie jest tak bardzo popularna, lubi się trochę poopierniczać, a nawet być leniwą. Nie rzuca się w oczy i nie wszyscy wiedzą, że ona to ona.
Z kolei Willow to gwiazda. Wszyscy ją znają, wiedzą, kim jest. Szóstkowa uczennica, ambitna. Jednak z czasem zaczyna coś się dziać w nocy, a Mackenzie nie do końca wie, o co chodzi. Jednak postanawia zostawić ten temat.

Pewnej nocy znajduje swoją siostrę martwą. W kałuży krwi - i jak potem się okazuje - z listem w ręku. Świat dziewczyny się zawala. Nie rozumie, dlaczego jej siostra odebrała sobie życie. Można by pomyśleć, że miała wszystko - dobrze się uczyła, miała mnóstwo znajomych, plany na przyszłość.
Rodzice dziewczyny zostawiają ją na noc u sąsiadów. Tam, ma nocować z Peach, z którą niekoniecznie się kumpluje. Wychodzi do kuchni po coś do picia i wraca, jak się okazuje, do innego pokoju. Pokoju brata Peach - Ryan'a.

Ryan to przystojniak, gra w piłkę nożną i w dodatku doskonale wie, przez co przechodzi dziewczyna. Kiedyś przechodził przez coś podobnego. Staja się pewnego rodzaju bezpieczną przystanią dla Mackenzie. Nie wygania jej, nie odwraca się od niej. Trwa przy niej i nie ma w tym żadnego konkretnego celu. Pozwala jej spać obok siebie, i to nie jeden raz, ale nie wykorzystuje jej. Do niczego nie nawiązuje. Jeśli dziewczyna nie chce rozmawiać, to jej do tego nie zmusza. Poznaje ją z innymi swoimi znajomymi.

A co się dzieje w głowie Mackenzie? Słyszy Willow. Ba, z czasem zaczyna ją nawet widzieć. Ta myśli, że wariuje i z początku z nikim się o tym nie dzieli. Mówi o tym dopiero później Ryan'owi, który stał się jej przyjacielem.

Rodzice wysyłają dziewczynę na terapię, ale ta albo wychodzi bez słowa, albo na nią nie dociera. No ale właśnie, jak pozostali członkowie rodziny sobie radzą z sytuacją? No cóż, nie radzą sobie. Dziewczyna została zostawiona sama sobie - a przynajmniej tak sądzimy na początku. Jej brat, który jest pilnym uczniem, zostaje odesłany do szkoły z internatem, bowiem rodzice stwierdzili, że dobrze by było ich rozdzielić. Bo przecież Mackenzie może zwariować i to źle się na nim odbije. To był jeden z wielu błędów.
Wszyscy nie rozmawiali i uważam, że to był najważniejszy błąd. Przez to dziewczyna kompletnie na opak rozumiała zachowanie swoich rodziców. Kiedy zaczęła od nich czegoś wymagać, uzewnętrzniła się, to w końcu, powoli zaczęło się układać. A między nią i Ryan'em coś zaczęło się dziać.

Sama Mackenzie przez to, że słyszała i widziała Willow, trochę się zmieniła. Stała się pewniejsza siebie, bywała chamska wobec innych, ale głównie wobec pustych lalek i suk, które próbowały uprzykrzyć jej życie czy poderwać Ryan'a. Ciężko było w niej zobaczyć dawną Mackenzie.

Jednak koniec tej książki, a raczej ostatnie słowa Mackenzie, były dla mnie szokiem. Nie będę spojlerować, bo koniecznie sami musicie sięgnąć po tę książkę. Ja byłam wstrząśnięta. Zaczęłam nawet analizować całą historię od początku, by dostrzec wskazówki. Nie spodziewałam się tego po prostu.

Znów pokochałam Tijan, bowiem przedstawiła naprawdę poważny problem. Język, jakim się posługuje, jest prosty. Szybko się czyta, czytelnik nawet nie wie, kiedy zbliża się do końca. Nie nudziłam się. Żadne opisy, czy dialogi nie były nudne, ani ciężkie.

Pozwól mi zostać pokazuje, że warto rozmawiać o tym, co nas trapi. Należy mówić o problemach, nie warto ich dusić w sobie. Samobójstwo to poważna sprawa, a kiedy dotyka bliskich osób, nie wolno ich zostawić samych sobie. Z czasem nauczymy się żyć na nowo. Ale ta droga jest długa i ciężka, więc warto mieć przy sobie drugą osobę, która będzie naszą bezpieczną przystanią.

Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

Tytuł: Pozwól mi zostać
Autorka: Tijan
Ilość stron: 320






Czytaj dalej »

24 lis 2018

Whoz That Girl - fan page na Facebook'u!

Miło mi poinformować, że w końcu zdecydowałam się założyć stronę bloga na Facebook'u! Będzie mi ogromnie miło, jeśli wpadniecie i polubicie :) Zapraszam też do zaglądania i komentowania!



WHOZ THAT GIRL NA FB

Czytaj dalej »

23 lis 2018

Bez słowa - Rosie Walsh


Pewnego dnia na swojej drodze Sarah spotyka Eddiego - w dość nietypowej sytuacji, bowiem rozmawia z....owcą. Samo spotkanie jest zabawne i pełne humoru. Dobrze się im rozmawia, więc postanawiają przenieść się w inne miejsce.
Rozmawiają dalej i czują się tak, jakby znali się od zawsze. Na tym krótkim spotkaniu się nie kończy - spędzają ze sobą siedem dni. Są zgodni co do tego, że ten cały tydzień był najlepszym w ich życiu i że coś ich połączyło. Muszą jednak się rozstać...
Obiecują sobie, że będą utrzymywać kontakt, dopóki nie znajda rozwiązania. Jednak Eddie nie dotrzymuje tych słów. Znika bez słowa. Nie ma żadnego odzewu, Sarah nie dostaje żadnych odpowiedzi. Czuje, że to nie był kaprys z jego strony, że ten tydzień znaczył coś więcej niż przelotny romans.
Wszyscy jej radzą, by zapomniała o tym mężczyźnie, ale Sarah nie potrafi. Próbuje go odnaleźć, ale poszukiwania nie dają skutków. Mijają tygodnie, aż pewnego dnia wszystko się wyjaśnia i okazuje się, że po części miała rację...

Okładka jest prześliczna. Jestem wzrokowcem i w pierwszej kolejności zwracam uwagę właśnie na nią. Potem czytam opis i jeśli mnie zaciekawi, biorę się za lekturę.

Sarah jest po rozwodzie i nie planuje kolejnego związku. Nie przypuszczałaby też, że w ciągu siedmiu dni jej życie uczuciowe tak bardzo może się zmienić. Traci głowę dla Eddiego i to ze wzajemnością. Można powiedzieć, że czują się i zachowują jak nastolatki, pierwszy raz zakochani.

Ciężko napisać mi o każdym z bohaterów osobno, bo tak naprawdę łączy ich wiele i z początku nie zdają sobie z tego sprawy. Pewna tajemnica wychodzi na jaw i to właśnie przez nią Eddie postanawia zerwać kontakt. Sarah orientuje się w tym wszystkim dość późno - wtedy, kiedy znów się spotykają i mówią sobie wszystko. To jedno wydarzenie próbuje skreślić ten związek, ale los ma wobec ich inne plany, bowiem znów zamierza wywrócić ich życie do góry nogami...

Tak, wiem - ta recenzja jest dość tajemnicza, ale nie bez powodu. Jest to piękna historia, którą warto przeczytać samemu. Choć z początku Sarah mnie irytowała, to z czasem zrozumiałam, że była po prostu zakochana i pragnęła szczęścia - wewnętrznego spokoju. Czuła, że to właśnie Eddie jej go zapewni. On sam, kiedy zniknął, nie potrafił sobie poradzić z sytuacją. Ciągle myślał o kobiecie i walczył ze sobą, by się nie odezwać.

Choć dużo tutaj opisów i przemyśleń bohaterów, to nie przeszkadzają w czytaniu. Czytało mi się dobrze, strony same się zmieniały. Autorka zaciekawiła mnie od samego początku.

Bez słowa pokazuje, że zniknięcie bez słów boli najbardziej. Niedopowiedzenia potrafią sprawić, że sprzed nosa ucieknie nam prawdziwe szczęście. A czasem najtrudniejsza prawda okazuje się być warta przebaczenia, bo potem możemy zaznać szczęścia i spokoju.

Tytuł: Bez słowa
Autorka: Rosie Walsh
Ilość stron: 444

Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.





Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia