27 sty 2020

Wszystko albo nic - M.S.More PRZEDPREMIEROWO


Wydawałoby się, że Natalie nie ma na co narzekać. Ma znane nazwisko, bogatego ojca, przyjaciółkę Gen, która jest dla niej jak siostra, oraz znajomości. Bawi się na imprezach, często wraca pijana i w dodatku niedawno rozstała się ze swoim chłopakiem. Ale na horyzoncie pojawia się nowy przystojniak, który z początku niekoniecznie zaprząta jej myśli. Częściej ją denerwuje niż interesuje, ale z czasem to się zmienia.
Czy czeka ich gorąca znajomość?

***

Książka zapowiadała się naprawdę dobrze. M.S.More to pseudonim Polki, Magdaleny Łopąg, która swoją historię publikowała na Wattpadzie - tam zdobyła popularność. Czy faktycznie była tak dobra, by ją wydać w postaci książki? 

Natalie nie narzeka na biedę. Ma znanego ojca, jest bogata, aczkolwiek jakoś tym specjalnie nie szpanuje. W opisie zaznaczone jest, że ma krąg znajomych, a jak tak teraz się zastanawiam, to nie przypominam tego sobie. Jej znajomość ograniczona się w głównej mierze do przyjaciółki Gen i jej brata. Może mi to umknęło, ale tak jak wspomniałam, nie przypominam sobie, żeby było inaczej.
Razem z Gen, mimo że wciąż uczęszczają do liceum, to bardzo dużo imprezują z bratem Gen w towarzystwie studentów. W sumie życie po szkole Natalie opiera się głównie na imprezach, piciu, spędzaniu czasu z Gen. Z jednej strony się nie dziwię, bo w domu jest jeszcze nowa kobieta ojca, która definitywnie leci na jego kasę i chce się pozbyć dziewczyny, a z drugiej strony...Trochę za dużo tych imprez...

Blaise to z początku dość tajemnicza postać. Pojawia się trochę znikąd, jest przyjacielem brata Gen i to taki pewny siebie przystojniak, który często rzuca dwuznacznymi tekstami. Autorka próbowała chyba stworzyć z niego takiego śmieszka i powiem szczerze, że trochę średnio to wyszło. W ogóle pomysł na jego postać to dla mnie średni wypał. Nie chcę spojlerować, co się dzieje w książce, ale ta tajemnica, która wychodzi na jaw, to jest tak trochę nie powiem skąd wzięta i pociągnięta w stronę mało realną....

Choć Blaise na początku częściej irytuje Natalie, to z czasem ta zaczyna zmieniać zdanie. Chociaż jak sobie przypomnę, to dojście do tego etapu trochę jej zajęło i momentami się zastanawiałam, kiedy to ruszy dalej. W między czasie przewija się postać jej byłego chłopaka, który jest totalnym zapychaczem. Nic takiego nie wnosi i w sumie mogłoby go nie być. Jest też po prostu dziwny.

Motyw wiecznych imprez dość szybko brzydnie. Natalie i Gen praktycznie non stop wybierają godzinami ciuchy, imprezują i są pijane. Szybko się to nudzi i powiem szczerze, że miałam ochotę kilka razy odłożyć książkę i już do niej nie wracać, bo nic ciekawego się nie działo. Niby tajemnica Blaise'a miała być takim bum i w ogóle, a ja totalnie tego nie poczułam. Nawet ciężko mi powiedzieć, o czym tak naprawdę jest ta historia.

Styl jest prosty, zwykły, niczym nie zachwyca. Jakbym czytała po prostu jakiś fan fick. Równie dobrze ta historia mogła zostać w Internecie, nie widzę sensu, by była wydawana jako książka, bo nic takiego nie wnosi. Powtarzalność wydarzeń bardzo zniechęca.

No cóż, spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. Nie jest to nawet średniak. Według mnie jest dużo poniżej średniaka. Historia nic nie wnosząca, postaci trochę sztuczne i nieprzemyślane. Według mnie jej miejsce powinno zostać na Wattpadzie.

Tytuł: Wszystko albo nic
Autorka: M.S.More
Data premiery: 29.01.2020
Ilość stron: 320




Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editiored.


Czytaj dalej »

24 sty 2020

Bezlitosna siła. Tom 3 Saturn - Agnieszka Lingas-Łoniewska



Bezlitosna siła to historia mężczyzn związanych z walkami MMA, trudną przeszłością i demonami. To także historia kobiet, które mają za sobą trudne przeżycia i obecnie prowadzą fundację FemiHelp - właśnie dla kobiet dotkniętych nie tylko przemocą fizyczną, ale i psychiczną.

Trzeci tom to historia Saturna - Konrada, brata Anity. Mężczyzna nie jest dumny ze swojej przeszłości. Robił wiele złego, by zapewnić bezpieczeństwo Anicie. Demony przeszłością wciąż nad nim wiszą. A oprócz tego jego myśli zaprząta pewna dziewczyna o ognistych włosach.

Inez dopiero co odzyskuje równowagę po traumatycznych przeżyciach. Nosi blizny nie tylko na ciele, ale i w duszy. Ona i Konrad to dwa przeciwieństwa - każde z nich ma ciężki bagaż. Przyjaciele uważają, że ich związek to nienajlepszy pomysł. Zaś oni świetnie się dogadują i mają coraz większą ochotę, by spróbować.

Czy rzeczywiście podołają i zaakceptują siebie oraz to, co ich prześladuje?

***

Nie mogłam doczekać się trzeciego tomu, bowiem już kawałek można było przeczytać pod koniec drugiego tomu serii. Już wtedy byłam bardzo zaintrygowana, a że całą serię również polubiłam, to tylko odliczałam dni :D

Konrad z pewnością się zmienił. Jak w pierwszym tomie za nim nie przepadałam, bo był po prostu dupkiem i szumowiną, tak tutaj bardzo go polubiłam. Ogarnął się i powoli wychodzi na prostą, a to wszystko dzięki siostrze, Anicie, oraz jej mężczyźnie, Kastorowi. Saturn zaczął być szkolony pod okiem Kastora i też dla niego walczy. W ten sposób daje upust swoim negatywnym emocjom. Jest też oddany przyjaciołom. A taki jeden mały chochlik, nie chce opuścić jego myśli.

Inez nosi blizny nie tylko na ramionach, ale i na duszy. Ma za sobą bardzo trudną przeszłość. Pogubiła się kiedyś, ale potem się opamiętała i uciekła, odcinając się od tego wszystkiego. Powoli wychodzi na prostą. Uczy się życia i zaufania na nowo. Wszystko dzięki Fundacji FemiHelp oraz dziewczynom, które nią zarządzają, a które także szybko stają się jej przyjaciółkami. Konrad od początku przykuwa jej uwagę, choć zdaje sobie sprawę, że związek z nim może nie być najlepszym pomysłem. Obydwoje próbują się trzymać od siebie z daleka, ale coś ich do siebie przyciąga i koniec końców postanawiają zaryzykować.

Nie jest im łatwo. Zarówno Konrad jak i Inez uczą się siebie nawzajem a także wspólnego życia. Nie są w tym wszystkim sami, bo mogą również liczyć na swoich bliskich.

Oczywiście pojawiają się także bohaterowie z pierwszego i drugiego tomu. Nie są zapychaczami, broń Boże. Przybliżona odrobinę zostaje również postać Marsa, czyli Darka - brata Polluksa, Patryka. To taki śmieszek, ale łatwo się zorientować, że żarty i jego głupie zachowanie to tylko przykrywka. Ale już teraz jestem ciekawa ostatniego tomu, bo to właśnie Marsowi będzie on poświęcony.

Czyta się świetnie - mam wrażenie, że każdy tom jest co raz lepszy od poprzedniego. Autorka świetnie oddaje to, co sobie założyła. Postaci są wiarygodni i barwni, każdy ma swoją historię i każdy coś wnosi. Choć nie ukrywam, że spodziewałam się, iż Inez trochę więcej czasu zajmie zdecydowanie się na związek z Konradem. Jest to jednak taki mały szkopuł :)

Znajdziemy też tutaj motyw walk MMA - nie jest on traktowany po macoszemu, faktycznie się pojawiają, a ich opisy przenoszą nas na ring. Fajnie, że nie odeszły na dalszy plan.

Mamy tutaj wszystko, co najlepsze. Jak dla mnie jest to jedna z lepszych polskich serii, której naprawdę warto poświęcić czas. Zwłaszcza, że nie ma tutaj tylko seksu i walk MMA. To także miejsce dla FemiHelp - bezpiecznego miejsca dla kobiet, które muszą się mierzyć z poważnymi problemami. To tutaj mogą stanąć na nogi i na nowo uwierzyć w siebie.

Po prostu polecam! Nie pożałujecie - ja uwielbiam :D

P.S. No i oczywiście okładka każdego tomu robi wrażenie i nie można przejść obojętnie obok nich ;)

Tytuł: Saturn
Seria: Bezlitosna siła
Autorka: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Ilość stron: 300



Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Burda Media Polska.



Czytaj dalej »

22 sty 2020

Zbiorcze recenzje od Wydawnictwa Jaguar

Cześć!

Dziś przychodzę z nietypowym postem, bowiem będzie to zbiór recenzji tytułów z Wydawnictwa Jaguar, które miałam zaległe. Chcę być z nimi już na zero, a że pozycje wcześniej już przeczytałam (i jakoś zawsze trudno było dodać od razu recenzję), więc postanowiłam dłużej nie zwlekać. Zwłaszcza, że gryzło mnie sumienie, iż tak bardzo jestem z nimi spóźniona. Tak więc zapraszam do lektury! Będzie krótko i na temat :)


Philla z początku jest zachwycona, kiedy jej matka wychodzi za mąż za hrabiego, który jest właścicielem wspaniałego pałacu w Danii. To miejsce bardzo jej się podoba. Z resztą nie tylko one. Zachwyca się także ślicznymi strojami i olśniewającą biżuterią. Podziwia pałac i szybko się przekonuje, że posiada on również swoje tajemnice.

Podczas balu Philla poznaje syna hrabiego, Nielsa. Przystojniak, który w tańcu porywa ją w inny świat, a tym samym rozbudzając tajemnicze uczucie… Tylko czy ono pokona demony przeszłości?


Ta pozycja to jedna wielka tajemnica. Nie brakuje ich tutaj. Na każdym kroku pojawia się coś nowego, przez co czytelnik naprawdę wciąga się w tą całą historię. Przez to też w ogóle się nie nudziłam – czytałam z zapartym tchem i ciężko było mi się oderwać od lektury. Choć nie ukrywam, że postać głównej bohaterki bywała czasem irytująca, ale ostatecznie byłam w stanie ją lubić.



Życie Kati zmieniło się w chwili okropnego wypadku, po którym pozostała okropna blizna na twarzy. W dodatku nie odzywa się do swojego najlepszego przyjaciela. Postanawia wyjechać do Los Angeles, gdzie będzie pracować jako au pair. Tam spotyka rodzeństwo, które jest dość przebojowe, a Kati w końcu zaczyna wierzyć, że może być lepiej.


Wbrew pozorom nie jest to kontynuacja Roziskrzonych nocy – historia opowiada o innych bohaterach, to w ogóle coś innego. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia Kati i Luke’a, choć jest ona trzecio osobowa. Autorka stworzyła świetne postaci, każdej poświęciła wystarczającą uwagę. Mogę śmiało powiedzieć, że bardzo się z nimi polubiłam. Styl jest lekki i przyjemny w odbiorze, a przez to czyta się naprawdę szybko i nim się obejrzymy, już mamy połowę za sobą. I choć z początku byłam rozczarowana, że nie są to dalsze losy bohaterów z Roziskrzonych nocy, to jednak koniec końców całość mi wszystko wynagrodziła 😊


Podczas przerwy międzysemestralnej Alicja wybiera się w Bieszczady. Nie spodziewa się jednak załamania pogodowego i przez swoją nieostrożność ulega wypadkowi. Całe szczęście pomaga jej Wiktor, który samotnie mieszka w okolicy. Jego jedynym towarzyszem jest wilczarz.

Okropna śnieżyca sprawia, że Alicja i Wiktor są skazani na siebie. Zaczynają się do siebie zbliżać, zauważając, że chociaż pochodzą z różnych światów, to jednak łączy ich o wiele więcej. Pojawia się między nimi uczucie, choć starają się do tego nie dopuścić, ponieważ każde z nich skrywa jakąś tajemnicę.


Drugiego tomu specjalnie nie opisuję, żeby nie spojlerować całości, ale muszę powiedzieć, że byłam ogromnie zaskoczona faktem, iż ta historia w ogóle mi się spodobała i to tak bardzo! Zwłaszcza, że na co dzień unikam wątków magicznych, słowiańskich i w ogóle jakiś wierzeń. W tym przypadku zostałam pozytywnie zaskoczona i wciągnęłam się już od samego początku – cieszę się, że jeśli już decyduję się na takie gatunki, to w większości trafiam na udane pozycje.
Z bohaterami się polubiłam, choć na początku obawiałam się, że będzie zupełnie inaczej. Styl jest prosty, nie ma tutaj niczego wyszukanego, ale czyta się naprawdę dobrze.
Dawkowałam sobie czytanie zarówno przy pierwszej, jak i przy drugiej części, bowiem nie chciałam zbyt szybko kończyć lektury. Polubiłam się z bohaterami i całą tą otoczką. W dodatku jak na polski tytuł, to wyszło naprawdę przyzwoicie 😊 Jeśli lubicie takie klimaty, to szczerze polecam 😊



Tabitha ma wszystko, o czym mogłaby sobie zamarzyć: pieniądze, przyjaciół, popularność i przystojnego chłopaka. Brakuje jej jednak dreszczyku emocji.
Elodie również uwielbia ten dreszczyk emocji, ale w przeciwieństwie do pierwszej dziewczyny, nie rzuca się nikomu w oczy.
Zaś Moe nie można przegapić – zadymiara, o której jest głośno i wszyscy wiedzą, że zadaje się z najgorszą śmietanką szkoły.
Co łączy te dziewczyny? Spotkania grupy anonimowych kleptomanów. Trzy różne dziewczyny nie spodziewają się, że wkrótce staną się sobie jeszcze bliższe.


Na pewno kojarzycie, że powstał również serial. Ja najpierw chciałam przeczytać książkę, dopiero potem obejrzeć ekranizację, ale przyznaję się bez bicia, że skończyło się tylko na książce.
Trinkets to historia o przyjaźni. Taka książka na nudne wieczory i kiedy nie mamy za bardzo co do czytania. Nie zachwyciła mnie na tyle, by ją wychwalać i polecać za każdym razem. Owszem, nie żałuję jej przeczytania, ale czegoś mi tutaj po prostu zabrakło i przez to też nie mam ochoty sięgać po pilota, by obejrzeć odcinki serialu. Nie mamy tutaj niczego wybitnego ani odkrywczego. Ot taka zwykła pozycja. Wychodzę jednak z założenia, że zawsze warto samemu się przekonać, więc jeśli nie macie pomysłu na lekturę to spróbujcie Trinkets. Może Wam akurat się spodoba 😊




Angie wychowywała samotnie matka. Jej ojciec zmarł, nigdy go nie poznała. Ma okazję to zmienić, gdyż trafia na ślad jego brata. Jest bardzo ciekawa, więc postanawia go odnaleźć, by dowiedzieć się czegoś więcej. Czy jej odkrycia okażą się satysfakcjonujące?

Akcja biegnie tutaj powoli, przez co czasami się nudziłam i odkładałam książkę na bok. Nie znajdziemy też tutaj jakiś jej spektakularnych zwrotów. Ciekawa byłam tych wszystkich tajemnic i tego, co odkryje Angie. Rzadko kiedy też przerywam lekturę, więc postanowiłam ją przeczytać do końca, mając nadzieję, że może zmienię jeszcze zdanie o niej na lepsze. Relacje między bohaterami są jednak bardzo dobrze skonstruowane. Ciężko mi powiedzieć o niej coś więcej, bo jak dla mnie ten tytuł to trochę mniej niż średnia pozycja. Spodziewałam się chyba czegoś innego, ale wiem, że w większość czytelników była jednak zadowolona z lektury. Dlatego też tutaj również zachęcam do tego, by samemu przeczytać i wyrobić sobie zdanie 😊

Za możliwość powyższych lektur serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar.






Czytaj dalej »

20 sty 2020

Made men. Tom 1 Nero - Sarah Brianne



Nero ma proste zadanie, jeśli chce oficjalnie dołączyć do szeregów rodzinnej mafii - musi się dowiedzieć, co takiego Elle widziała feralnego wieczoru. Co to dla niego. W końcu inne panny same wskakują mu do łóżka.

Elle się boi. Cały czas. Nie tylko o siebie, ale i o Chloe, swoją najlepszą przyjaciółkę. W szkole są prześladowane, znęcają się nad nimi. Dla nich najważniejsze jest to, byleby przeżyć do końca liceum.
Jakby miała mało problemów, to w dodatku musiała być jeszcze świadkiem porachunków mafijnych. Stara się o tym zapomnieć, a w między czasie w jej życiu pojawia się Nero, który do tej pory traktował ją jak powietrze.

Elle nie rozumie, skąd to nagłe zainteresowanie jej osobą. Nero zaś działa na nią tak, jak nie powinien. Jego obecność sprawia, że dziewczyna ma ochotę robić to, na co do tej pory by się sama nie zdecydowała. Nero zaczyna się to podobać, ale nie zapomina, że musi się dowiedzieć, co takiego widziała, jeśli chce dożyć swoich osiemnastych urodzin.

***

Z ogromną niecierpliwością wyczekiwałam tej premiery, bo zapowiadało się naprawdę ciekawie. Seria promowana jest przez wątek mafijny, więc jakie było moje pozytywne zaskoczenie, kiedy się okazało, że mafia nie jest tutaj tak naprawdę głównym wątkiem - owszem, dla większości może to być spory zawód, ale dla mnie takie rozwiązanie, w które poszła autorka, okazało się świetne!

Mogłoby się wydawać, że Elle to taka szara myszka, ale jest to mylne wrażenie. Owszem, na co dzień stara się nie przykuwać uwagi swoją osobą. Unika wzroku innych, szybko przemyka korytarzem z klasy do klasy, by na nikogo nie trafić. Zwłaszcza na elitę szkoły. W rzeczywistości jest dużo twardsza i potrafi odpyskować. Ale nie robi tego, bo wtedy jest tylko gorzej. W dodatku nie chce, żeby jej najlepszej przyjaciółce, Chloe, coś się przytrafiło. Dziewczyny są prześladowane, dokucza się im, stosuje się nawet przemoc nie tylko fizyczną, ale i psychiczną. A inni mają to gdzieś. Nie mają co liczyć na pomoc, a już na pewno nie ze strony nauczycieli.

Nero jest królem elity. Przystojny chłopak, panienki na niego lecą, ma kasę. No i pochodzi z mafijnej rodziny. Niedługo ma oficjalnie zostać jej członkiem. Musi tylko się dowiedzieć, co dokładnie widziała Elle tego wieczoru, kiedy jego rodzina załatwiała porachunki.
Sam Nero oddany jest swoim bliskim, ważni są także dla niego przyjaciele. Każdy musi mu się podporządkować, lubi się rządzić, nie znosi sprzeciwu. Jest też narwany. Ale z czasem Elle przestaje być dla niego tylko zadaniem. Szybko odkrywa to, że wcale mu się nie podoba to, jak inni traktują dziewczynę. Dlatego też postanawia jej pomóc.

Tak jak wspomniałam na początku, wątek mafijny nie jest tutaj głównym motywem, choć ta pozycja jest tak promowana. Nie poczułam się zawiedziona, dlatego, że to co wysuwa się na pierwszy plan, jest naprawdę bardzo dobrze przedstawione. Jak się domyślacie, chodzi tutaj o przemoc fizyczną i psychiczną. Autorka świetnie to oddała, zarówno wydarzenia jak i emocje, które targały Chloe czy Elle. Byłoby gorzej, gdyby to też okazało się klapą, a tym czasem uważam to za duży atut książki.

Czytałam też gdzieś opinię, gdzie zarzuca się tutaj wulgarność w języku. Jak dla mnie jest ona w normalnym stopniu. Nie ma też tutaj nic obrzydliwego. Owszem, może faceci w tej historii nie traktują dziewczyny jak księżniczki, odezwą się ostrzej, czy po prostu rozkażą im coś, ale w większości przypadków, jest to dla ich dobra. Poza tym wywodzą się z mafii, więc nie dziwota, że rozkazują, bo nie lubią jak im się odmawia. Ale nie jest to jakoś przesadzone. Zwłaszcza, że bohaterki nie robią nic wbrew swojej woli. Koniec końców same się zgadzają, a Elle nawet czerpie z tego przyjemność.

Rozdziały nie są długie, a język, jakim posługuje się autorka, jest dobry w odbiorze. Czyta się szybko, wciągamy się już od pierwszych stron. Każda z postaci ma swoją historię i jak na bohaterów drugoplanowych czy pobocznych, ma poświęconą wystarczającą ilość czasu. Nie ukrywam, że najbardziej czekam chyba na historię Marii i Lucci :D Tak, póki co widziałam, że wyszło zagranicą siedem tomów :D
No i okładka też jest niczemu sobie :D

Nero to nie tylko potyczki mafijne, czy seks. Tego drugiego tutaj też nie ma zbyt wiele. To przede wszystkim radzenie sobie z przemocą fizyczną i psychiczną a także próba nie zatracenia siebie w tym wszystkim.

Tytuł: Nero
Seria: Made men
Autorka: Sarah Brianne
Ilość stron: 400

Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.



Czytaj dalej »

16 sty 2020

Jeszcze jedno marzenie - Magdalena Zeist




Igor i Gaja są dla siebie wszystkim, ale życie postanawia ich nie oszczędzać. Igor choruje na serce i jedynym ratunkiem okazuje się być przeszczep. Zaczyna się oczekiwanie na dawcę, a w między czasie stan Igora się pogarsza. Czy zdążą spełnić swoje marzenia? Czy Igor zostanie uratowany?


***


Chyba pierwszy raz zarys fabuły zajął mi kilka zdań i to na siłę. Nie ukrywam, że musiałam spojrzeć na opis z empiku, by jakoś zacząć. Sam pomysł na książkę był w porządku, ale to, co dostaliśmy, to totalna katastrofa. Nie mam zielonego pojęcia, skąd ta książka ma tyle gwiazdek i wysokie oceny, które są bardzo niemiarodajne. Jestem załamana, bo to tylko pokazuje, jak co raz częściej opinie blogerów czy recenzentów nie są po prostu szczere, bo wydawnictwo prosi, by nie dodawać negatywnych recenzji czy niskich ocen. Uwierzcie mi, takich przypadków jest wiele.

Ale wracając do historii. Pierwszy raz nie wiem, jak mam scharakteryzować bohaterów, co o nich napisać, bo tak naprawdę niewiele wiemy. Igor i Gaja pracują razem, on jest architektem a ona dekoratorką wnętrz. Firmę prowadzą razem ze znajomym Julio. Igor kiedyś był szczupły, podejrzewam, że teraz też, zaś Gaja – nie wiem, jak wygląda. Nie pamiętam, albo mi to umknęło, albo faktycznie nie jest to poruszone. I w sumie to tyle, ile o nich wiemy.


Ah, no i jeszcze, Gaja uwielbia pić herbatę, o której namiętnie na początku czytamy, jak to się nią zachwyca. A potem przerzucamy się na to, jakie to śniadania i kawę zawsze przygotowuje jej przyjaciółka. Powtarza się to co chwilę, aż się ulewa, naprawdę.


Furorę robi tutaj postać dziadka Lucka, który dla mnie z kolei jest niewypałem. Niby autorka chciała stworzyć takiego luźnego dziadka, takiego młodzieniaszka, a w rzeczywistości wyszło coś dziwnego i sztucznego. Nie kupiłam tego, naprawdę.


Kolejny duży minus, naprawdę bardzo duży minus to wypowiedzi bohaterów i dialogi. Wypowiedź bohatera jest na pół strony, a czasami nawet więcej. Ciągiem. Serio? Kto w rzeczywistości tak mówi? To takie nienaturalne. I takich wypowiedzi jest naprawdę dużo, za dużo. Dialogi również są nienaturalne, sztuczne. Bardzo ciężko się czyta. W pewnym momencie to czytałam je po prostu piąte przez dziesiąte.


Mam wrażenie, że nikt nie zrobił redakcji przy tej książce. Jest mnóstwo błędów – zamiast forma żeńska, pojawia się męska. Najpierw mamy nazwisko panieńskie Reinmann, a za chwilę Reimann. To które w końcu?
Oprócz tego – długość rozdziałów. Takiego ewenementu to ja się kompletnie nie spodziewałam. Piąty rozdział ma ponad 150 stron…. Ręce mi opadły i w pierwszej chwili sądziłam, że się pomyliłam, może nie zauważyłam, kiedy zaczyna się szósty….Niestety. Piąty rozdział naprawdę ma tyle stron, kiedy pozostałe mają dużo, dużo mniej.

Przy końcu fabuła nagle tak pędzi, mamy kulminacyjny moment, który zostaje potraktowany po macoszemu. Poświęcono mu za mało uwagi. A jakby tego było mało, mamy dwa zakończenia… Autorka chyba sądziła, że będzie to fajny pomysł, coś innego, a tym czasem okazało się być beznadziejne i niesmaczne. Bardzo mnie to zdemotywowało.


Chyba po raz pierwszy w historii bloga napisałam aż tak negatywną recenzję. Do tej pory żadna książka, którą czytałam, nie była tak beznadziejna jak Jedno marzenie. Sam zamysł był naprawdę dobry, ale to tylko tyle. No jeszcze okładka jest ładna, przykuwa wzrok, ale to jedyne plusy. Reszta to totalna porażka. Tak, jakby się napisało książkę i wydało bez jakichkolwiek poprawek, porad i Bóg wie czego jeszcze.


Niestety, Jeszcze jedno marzenie okazało się być lekturą pełną rozczarowań i niewartą poświęcenia na nią czasu. Nie polecam.

Tytuł: Jeszcze jedno marzenie
Autorka: Magdalena Zeist
Ilość stron: 280





P.S. Nie zjedzcie mnie tylko za tę recenzję ;)


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia