Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marta radomska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marta radomska. Pokaż wszystkie posty

30 lip 2020

Tylko jedno słowo. Tom 1 W tę samą stronę - Marta Radomska


Pierwsze spotkanie Niny i Adriana zakończyło się kłótnią. Nie polubili się, dlatego też mają szczerą nadzieję, że nigdy w życiu już nie spotkają. Jakie jest ich zdziwienie, kiedy się okazuje, że łączy ich pewna bliska osoba, która właśnie zniknęła, a którą próbują znaleźć.

Obydwoje poddają analizie swoje dotychczasowe życie - dostrzegają, jakie jest nieidealne. W dodatku zauważają, że jednak się lubią, a ich samych łączy trochę wspólnego. Tylko, że Nina ma chłopaka, a Adrian jest żonaty. Co z tym zrobią? Czy na pewno są szczęśliwi tak jak jest?

***

Twórczość Marty Radomskiej nie jest mi obca, więc z miłą chęcią sięgnęłam po jej najnowszą serię - zwłaszcza, że okładka przyciąga wzrok, a ja jestem okładkową sroką :D Opis również mnie zainteresował, więc nie pozostało nic innego jak wziąć się za czytanie.

Nina to pracowita kobieta, bardzo ambitna. Dość długo wytrzymywała przy swojej pokręconej szefowej i wcale się nie dziwię, że w końcu wybuchła. Może trochę ją poniosło, bo od razu się zwolniła, ale muszę przyznać, że było to dobre posunięcie. Nina za to nie spodziewała się, że to zwolnienie tylko pociągnie za sobą ciąg zdarzeń i doprowadzi do małego wypadku.

Adrian wydaje się być naburmuszonym facetem, z którym to tylko się kłócić. Nie robi na Ninie najlepszego pierwszego wrażenia. Cóż, kobieta nawet się na niego wydziera i przy okazji daje upust swoim emocjom. A potem się okazuje, że Adrian to będzie jej lekarzem... No cóż, pierwsze koty za płoty! Momentami jest jak typowy nieogarnięty facet - taki trochę ćwok :D

Ich spotkanie jest niespodziewane i tak samo niespodziewanie się okazuje, że łączy ich ktoś jeszcze - Iza, która jest bliska zarówno Nince jak i Adrianowi. Iza postawiła w ich niecodziennej sytuacji, sprawdziła, że zaczęli się o nią martwić. W końcu niecodziennie dostaje się taką wiadomość, a jej nadawca znika ot tak, prawda?

I od tego momentu wszystko zaczyna się zmieniać. Nina i Adrian dostrzegają w sobie coś więcej niż same negatywne cechy. Okazuje się, że łączy ich o wiele więcej niż by się tego spodziewali. Zaczynają nawet o sobie myśleć w innej kategorii, pomimo że obydwoje są zajęci. Nina ma chłopaka, który lubi mieć wszystko zaplanowane i niekoniecznie bierze pod uwagę zdanie swojej dziewczyny, a Adrian jest żonaty - i szybko dostrzega, że żona myśli tylko i wyłącznie o sobie i swoim biznesie.

Autorka zaskakuje fabułą i to nie jeden raz - już nie wspominając o tym zakończeniu! Matko, miałam ochotę potrząsnąć bohaterami!
Czyta się super - styl autorki jest prosty w odbiorze, przez co pochłaniamy stronę za stroną. Może jedynym mankamentem w moim odczuciu jest brak podziału książki na rozdziały. Lubię po prostu zatrzymać się albo skończyć lekturę w danym konkretnym momencie. Ale nie obawiajcie się, jest to jedyny malutki minus. Reszta jest super.

Jeśli macie ochotę na dobrą lekturę, to gorąco Wam polecam W tę samą stronę. Życiowa historia, nieprzekoloryzowana, poruszająca kilka problemów, ale w tym wszystkim nie brakuje również humoru!

Tytuł: W tę samą stronę
Seria: Tylko jedno słowo
Autorka: Marta Radomska
Ilość stron: 368


Za możliwość lektury serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Czytaj dalej »

4 lip 2018

Sprintem do marzeń - Marta Radomska


Tytuł: Sprintem do marzeń
Autorka: Marta Radomska
Ilość stron: 396
Wydawnictwo Czwarta Strona

Co zrobisz, gdy atrakcyjna sąsiadka zacznie flirtować z Twoim narzeczonym?

Ola szykuje się do startu w maratonie, jednak błogi odpoczynek po treningach zakłóca jej niekończący się remont w mieszkaniu piętro wyżej. Właśnie wprowadziła się do niego długonoga biegaczka, która nigdy nie miewa zadyszki, a w biegach długodystansowych jest równie dobra jak w podrywaniu nowych sąsiadów. Ola i jej przyjaciółka Beatka patrzą na blondynkę z coraz większą irytacją, bo ich mężczyźni zupełnie tracą dla niej głowę. Gdy w trakcie spaceru pies-bies znajduje w bocznej alejce parku jej zwłoki, policja planuje przesłuchać wszystkich sąsiadów. Zwłaszcza tych, którzy akurat zapodziali gdzieś kuchenny nóż… 

Po debiutanckim „Maratonie do szczęścia” Marta Radomska nie zwalnia tempa. „Sprintem do marzeń” to pełna humoru powieść, w której mieszają się krew, pot i łzy… ze śmiechu!

Nie miałam okazji czytać Maratonu do szczęścia, nie znałam też autorki, a że lubię poznawać polskich autorów to bardzo się ucieszyłam, kiedy zaproponowano mi tę lekturę.

Główną bohaterką jest Ola, która pracuje w klubie fitness i która szykuje się do swojego pierwszego maratonu.. Z treningu na trening wraca co raz bardziej zmęczona i obawia się, że ten pomysł skończy się totalną porażką. W między czasie nowi sąsiedzi, którzy kupili mieszkanie wyżej, zadręczają ją wierceniem od rana do wieczora. A kiedy tak sobie biega po parku, zauważa długonogą blondynkę, która podobnie jak ona, jest biegaczką. Ola ma wrażenie, że jej obiektowi obserwacji taki maraton poszedłby o wiele lepiej. A fakt, że to właśnie ona, Sabina, okazuje się być jej nową sąsiadką, tylko bardziej ją irytuje. Bo ta blondyna uwielbia flirtować z mężczyznami - nie przeszkadza jej to, że ktoś jest zajęty. A Olę i jej przyjaciółkę Beatkę to bardzo irytuje. Zastanawiają się nawet, jak tutaj się jej pozbyć. Koniec końców odpuszczają sobie te dziecinne zagrywki. Sądzą, że Sabina nie będzie już zaprzątać ich myśli, kiedy pies znajduje w parku jej zwłoki. A główną podejrzaną okazuje się być Ola. Tym bardziej, że zaginął jej nóż...

Mam wrażenie, że Ola i Beatka to takie swojskie bohaterki. Ni to wywyższające się panny, ni to sierotki. Ale wydaje mi się, że odebrałam je w ten sposób ze względu na specyficzny styl autorki, ale o tym za chwilę.

Zachowanie Oli wcale mnie nie zaskoczyło. Też byłabym zazdrosna o swojego narzeczonego, gdybym się dowiedziała, że łączyła go jakaś przeszłość z długonoga blondynką. Chociaż Ola lubi trochę przesadzać i zdarza się jej coś przekoloryzować. Nie zawsze słucha się rozsądku. Jak już nie ufa i sprawdza coś, to powinna robić chociaż to dokładniej, żeby uniknąć nieporozumień.

Łukasz z kolei jest typowym facetem - nic go nie rusza, jego narzeczona zawsze przesadza, nie widzi w niczym nic złego. Strasznie kręci, jeśli chodzi o znajomość z Sabiną. Głównie dlatego, że sam chciał to załatwić po swojemu, co niekoniecznie było dobrym pomysłem, bo Ola rozumie to po swojemu. Jednak mężczyzna też ma swoje granice i w pewnym momencie mówi dość.

Jeśli chodzi o to, kto zabił Sabinę, to jakoś nie obstawiałam za tą osobę. Nie wiem czemu, bo po głębszym namyśle stwierdzam, że powinnam o tej osobie pomyśleć. Może to ten styl autorki po prostu troszeczkę mnie uśpił?

No to teraz od strony technicznej - pierwsze, co rzuca się w oczy to brak rozdziałów. Dla mnie było to uciążliwe, bo ciężko było zakończyć czytanie na chwilę. Wolę jednak jakiś podział.
Dużo tutaj przemyśleń głównej bohaterki. W porównaniu do nich to nie ma zbyt wiele dialogów. A styl autorki jest specyficzny. Nie zrozumcie mnie źle - nie jest zły, broń Boże. Ale wydaje mi się, że trzeba taki lubić. Jest jakby taki swojski? Dużo też humoru między naszymi bohaterami, aczkolwiek myślę, że niektóre wypowiedzi były nienaturalne.

Koniec końców książka jest dobra. Myślę, że mogłabym jej wystawić dobrą czwórkę. Nie jest wymagająca. Będzie dobra na kilka luźnych wieczorów.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.






Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia