Ellie to specyficzna osoba. Ma już swoje lata i w dodatku jest singielką. Jej przyjaciele łączą się w pary, narzeka na swoją pracę, a współlokatorzy są dziwni. Umawia się na randki, a raczej stara się. Denerwuje ją też to, iż inni jej współczują, że jest sama. A ona w sumie to nie za bardzo narzeka na ten fakt.
Jej siostra ustawiła jej randkę z facetem w Walentynki. Tyle, że gościu ją wystawia (a przynajmniej tak myśli), więc pije i obżera się nutellą. Robi głupie rzeczy, wraca do dziwnych współlokatorów, ma gigantycznego kaca, a potem idzie do pracy, której nie znosi. Ale życie przecież nie jest doskonałe, prawda?
Cóż, książka na początku mi się podobała. Naprawdę - humor był świetny. No właśnie - był. Z początku wydawało się być zabawnie i w ogóle, ale w pewnym momencie postać Ellie jest wkurzająca i męcząca. Jej bezpośredniość jest najpierw śmieszna, a potem taka trochę....obrzydliwa? Ciężko mi znaleźć odpowiednie słowo.
Dlatego też ta recenzja będzie krótka, bo nie mam pojęcia, co więcej napisać. Siostra Ellie była dla mnie wkurzająca, tak samo jak z czasem i bohaterka. Styl autorki jest specyficzny i choć na początku mi nie przeszkadzał, tak potem męczyłam się przy lekturze. Na pewno nie czuję się zachwycona tą historią tak jak reszta osób, która wręcz zachwala Hot Mess. Ale są gusta i guściki i ja to szanuję :)
Tytuł: Hot Mess
Autorka: Lucy Vine
Ilość stron: 312
Za możliwość przeczytania dziękuję Darii, która zorganizowała Book Tour z tą pozycją :)

