Tytuł: 365 dni
Autorka: Blanka Lipińska
Ilość stron: 496
Wydawnictwo Edipresse
Laura, jej chłopak Martin, oraz dwójka przyjaciół wyjeżdżają na wakacje na Sycylię. Wyjazd nie zapowiada się na katastrofę. Jest znośnie, aczkolwiek mogłoby być lepiej. Laura kończy dwadzieścia pięć lat i....zostaje porwana przez głowę sycylijskiej rodziny mafijnej!
Massimo, zwany przez Laurę Czarnym, kilka lat wcześniej przeżył zamach na swoje życie. Prawie umarł - kiedy jego serce przestało bić, ujrzał dziewczynę, a dokładnie to właśnie Laurę. Kiedy przywrócono go do życia obiecał sobie, że ją odnajdzie. I zrobił to. Porywa ją, ale traktuje ją z szacunkiem. Nie zmusza jej do niczego (no prawie) tylko pozwala na rozwinięcie się sytuacji. Daje jej 365 dni na to, by go pokochała.
W Internecie krążą negatywne opinie o tej książki i muszę przyznać, że się im dziwię. Czytając je, byłam przygotowana na coś ohydnego. I wiecie co? Nie doczekałam się tego.
Zacznijmy od tego, że tak naprawdę seks zaczyna się dopiero od połowy książki. Owszem, na początku jest coś zbereźnego, ale rety...Czy ludzie nigdy nie uprawiali seksu albo sobie nie dogadzali? Nie bądźmy takimi świętoszkami. Uwierzcie mi, ta scena wcale nie była taka obrzydliwa.
Laura niekoniecznie była zadowolona ze swojego życia ani uczuciowego, ani zawodowego. Odniosłam wrażenie, że się wypaliła, a do Martina była po prostu przyzwyczajona. Jest pyskata, odważna i ma włoski temperament, mimo że to Polka. Tak, główną bohaterką jest Polka.
Stawia się Włochowi, doprowadza go do szału i go testuje.
Massimo z kolei ma to, co chce. Zawsze jest tak, jak tego chce. Ale potrafi okazać szacunek kobiecie. Mimo że porywa Laurę, to nie zmusza ją do niczego. Kiedy w drugiej części pojawia się seks, jest z jej własnej woli. Mimo iż tyle razy Laura go prowokowała, to nie dochodziło do niczego. Ale fakt, potem często go uprawiają, ale jakoś nie są to rażące w oczy sceny.
Akcja po części dzieje się na Sycylii, a czasami mamy też Warszawę. Owszem, historia jest mało prawdopodobna, ale ciekawa i naprawdę można się wciągnąć. Wątek mafijny według mnie został słabo wykorzystany. Pod tym kątem dzieje się coś dopiero pod koniec. Przez resztę książki jest on jedynie wspominany.
Historia kończy się w takim momencie, że miałam ochotę urwać głowę autorce :D Język jest prosty w odbiorze. Opisy nie są denerwujące. Znalazłam za to dużo literówek :/
Podsumowując, nie jest to tak zła książka, jak wszyscy uważają. Nie ma nie wiadomo jakich obleśnych scen. Czytelnik się wciąga, aczkolwiek uważam, że potencjał nie został w pełni wykorzystany.
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Edipresse.



